kwietnia 19, 2018

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie trzeciego miesiąca ciąży.

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie trzeciego miesiąca ciąży.

Rany Boskie! Jak to możliwe? No po prostu szok! Dopiero z niecierpliwością wyczekiwałam pierwszej wizyty u ginekologa a tu już zaczyna się czwarty miesiąc! 14 tydzień! Drugi trymestr!

Na szczęście, najgorsze już za mną (a może wciąż przede mną?) Mdłości odeszły w zapomnienie, a ja nareszcie czuje się sobą. Znów mogę normalnie jeść bez obaw, ze będę zdychać po każdym posiłku. Oprócz chęci do życia, wróciły mi tez chęci do innych rzeczy (z czego najbardziej cieszy się mąż :D).

Ogólnie rzecz biorąc - staram się korzystać z życia ile się da, póki nie przemieniłam się w wielką, toczącą się kulę :) Mam nadzieję, że przeobrażenie w słonia nastąpi jak najpóźniej, bo moje plecy i tak wystarczająco nadwyrężają się przy noszeniu 10-cio kilogramowej dupci Alicji...

Brzucha jeszcze nie widać (w każdym bądź razie jest nie większy niż przed ciążą) - a ja się cieszę, bo już lada chwila, a wyrośnie mi z przodu piłka lekarska pokaźnych rozmiarów, skutecznie uniemożliwiająca zawiązanie sznurówek. Jak na razie waga stoi w miejscu i od samego początku nie ulega zmianie.
Huśtawka emocjonalna, która powodują buzujące we mnie hormony, jest dodatkowo wpędzana w ruch przez Alcię, która czasem (wiem, że nieświadomie, ale jednak) doprowadza mnie do szewskiej pasji, niejednokrotnie kończącej się zaciekami po tuszu do rzęs na czerwonej od wściekłości twarzy.

Zaczęło się również zgadywanie płci małego osobnika zamieszkującego moją macicę. Może powinnam zacząć przyjmować zakłady? No, więc ile obstawiacie na dziewczynkę? Ja stawiam va banque ;)

Około 11-13 tygodnia ciąży, wykonywane są badania prenatalne, które pozwalają wykrycie wad rozwojowych u malca. Lekarz sprawdza dokładnie poszczególne organy i części ciała dziecka, dzięki czemu upewnia się, że dziecko prawidłowo się rozwija.

Do tego czasu ciężarna powinna mieć wykonane przynajmniej raz badania krwi i moczu, najlepiej, gdy te badania wykonywane są co około 4-5 tygodni.

No dobra, a co u maluszka z brzuszka? Już Wam opowiadam!
Wiecie, że już w 14. tygodniu na główce dziecka pojawiają się pierwsze włoski, a także rosną brwi i meszek zwany lanugo?
Bąbel jest teraz mniej więcej wielkości pomarańczy, ma ok. 9cm i może ważyć nawet 50g! Ciałko dziecka powoli nabiera właściwych proporcji i głowa coraz mniej dominuje nad reszta ciała. Dziecko umie już otwierać i zamykać usta a także wykonywać ruchy przypominające połykanie i ssanie.
Bobas jest wrażliwy na dotyk - silniejszy ucisk może sprawić, że zacznie się poruszać. Całe szczęście w pęcherzu płodowym ma wciąż sporo miejsca i swobody. Już wkrótce jego fikołki zaczną być odczuwalne!

To zaskakujące, jak dziecko szybko się rozwija! Pomyśleć, że jeszcze chwilę temu było wielkości ziarenka grochu. Niedawno myśl o ciąży dopiero kiełkowała w mojej głowie, a za 6 tygodni będę na półmetku!
Później, gdy wpadnę w wyprawkowe szaleństwo, czas będzie biegł jeszcze szybciej, tym bardziej, że czeka nas aktywny czas - kolejna przeprowadzka, remont i urządzanie mieszkania - pewnie znów będę rozcierać brzuchem farbę na ścianie  przygotowując kącik dla bobaska. A będzie pole do popisu... ;) na pewno, gdy skończymy pojawi się specjalny wpis o przestrzeni dla dzidziusia.
Oczywiście Alcia nie zostanie pominięta, o nie! Już powoli planuję jej królestwo, tatko również się stara - Alucha dostanie od niego ręcznie robioną huśtawkę :) Ale spokojnie, tym wszystkim pochwalę się już niedługo!
Buziaki dla Was :* Bye!

kwietnia 10, 2018

Szczęśliwą być... - Czyli nowy wymiar szczęścia po ślubie i po porodzie.

Szczęśliwą być... - Czyli nowy wymiar szczęścia po ślubie i po porodzie.
Photo by Wes Hicks on unsplash.com

Szczęście kobiety... niejedno ma imię. Na każdym etapie życia uszczęśliwia nas coś innego. W dzieciństwie będzie to wymarzona zabawka, albo taki sam plecak jaki ma koleżanka. Szczęście dla dziecka przynoszą rzeczy, które je otaczają - to, czym się ono interesuje. W tym czasie zaczyna się kształtować jego system wartości i potrzeb. Pojawiają się pierwsze marzenia - najpierw te przyziemne, jak nowa lalka, czy inny drobiazg. Później pojawiają się marzenia dotyczące przyszłości - dziewczynka marzy by być piosenkarka tak, jak chłopiec, że kiedyś będzie strażakiem. Będą się one zmieniać na przestrzeni lat, ewoluować wraz ze zmianą środowiska, otoczenia.

Później dziecko dojrzewa. Nastolatki nie uszczęśliwia już żadna zabawka, bo z nich wyrosła. Nie interesują jej już lalki, misie i klocki. Teraz nadchodzi czas na pierwsze zauroczenie, próbę podkreślenia swojego wizerunku. Kolejny raz kształtuje się piramida wartości i diametralnie zmienia się w porównaniu do wartości z dzieciństwa. Teraz szczęście daje jej nowy, drogi ciuch, którego będą jej zazdrościły koleżanki. Uszczęśliwi ją krąg przyjaciół z którymi będzie plotkowała na przerwach. Uszczęśliwi ją spojrzenie chłopaka, który podoba jej się od początku roku szkolnego, a który nie zwraca na nią uwagi. Wieczorami, leżąc w łóżku, wyobraża sobie, jak mogłaby się potoczyć ich pierwsza rozmowa, kiedy przypadkiem wpadliby na siebie na szkolnym korytarzu. Później jej to przechodzi, pojawiają się kolejni, dla których jej serce zabije szybciej, ale są to krótkotrwałe zauroczenia, które wkrótce przeobrażą się w poważne zakochanie.

Kolejnym etapem ewolucji szczęścia jest szkoła średnia. Teraz dziewczyna zapewne poznaje swoją pierwszą miłość. Ten chłopak ją uszczęśliwia i nic innego do szczęścia jej nie potrzeba. No, może z wyjątkiem większego kieszonkowego, przecież potrzebuje teraz kosmetyków, bo zaczęła podkreślać swoją urodę, by czuć się w jego oczach piękną i wyjątkową.
On zdaje się ideałem - zabiera ją do kina, prawi komplementy. Największym spełnieniem jest spędzona z nim każda wolna chwila. I wtedy ona czuje że jest gotowa na pierwszy raz. Potem czuje się inaczej - dojrzalej. Ma wrażenie, że poznała największy sekret dorosłych i jest szczęśliwa jak nigdy dotąd. Wie już, że go kocha, a cóż może być większym szczęściem niż miłość?

Ten związek albo przetrwa, albo nie, a nawet jeśli nie, to każdy inny i tak na pewnym etapie czeka zmiana. Teraz, gdy skończyła szkołę średnią, przygotowuje się do pójścia na studia. Na studiach czeka tylko na weekend, żeby wyskoczyć na imprezę, odetchnąć od nauki. Szczęście da jej dzień wolny od nauki, bo już czasami ma dość słuchania wykładów. Myśli o tym, by wreszcie spotkać się ze znajomymi, wypić sobie, zabalować.

Po studiach (lub pomijając studia, od razu po szkole średniej) idzie do pracy. Pewnego dnia on zaprasza ją na randkę. Oświadcza się jej, ona się zgadza. Zaczynają planować skromne wesele, wspólne mieszkanie. Nie wiedzą, że wszystko się zmieni. Ona zachodzi w ciążę i jest przeszczęśliwa, bo wszystko układa się tak jak sobie zaplanowała.
Pierwsze miesiące wspólnego mieszkania wyglądają sielankowo. Wciąż raz na jakiś czas mają randkę, choć częściej randki odbywają się w domu - kolacja przy świecach, romantyczna komedia. Teraz na pierwszym miejscu jest dziecko, którego wbrew zapewnieniom wszystkich członków rodziny nie ma komu podrzucić, żeby chociaż wyskoczyć do kina. W sumie to nawet się nie chce, bo brakuje czasu na sen i zmęczenie bierze górę. Mimo to jest szczęśliwa, że ma kochającego męża, wymarzone dziecko, wspólne mieszkanie, które wciąż urządzają.

Szczęście zmieniło się z dużych rzeczy, wielkich pragnień o domu z ogródkiem czy nowym samochodzie, w radość z pełnej pieluchy dziecka, bo już martwiła się o brzuszek maluszka. Teraz bardziej cieszy się, gdy mąż zamiast bukietu ze stu róż przyniesie jej nową patelnię, bo tamta już była zniszczona, a ciągle brakowało kasy, by kupić nową.
Wciąż lubi kupić sobie ubranie czy kosmetyki, ale jakoś tak bardziej uszczęśliwia ją nowy dywan, który tak pięknie wygląda teraz w salonie. A jak już jedzie na zakupy to i tak więcej ubrań kupi dla dziecka, niż dla siebie, bo nie mogła się oprzeć tym słodkim bodziakom...

Po prostu zmieniły się jej potrzeby. Jej hierarchia wartości jest teraz ukształtowana tak, że przede wszystkim patrzy na dobro dziecka, męża a dopiero potem na swoje. Wyrzeka się często swoich potrzeb na rzecz ukochanych osób. Czasem wieczorem, gdy bierze prysznic zapłacze cichutko, uroni kilka łez, żałując, że nie może mieć więcej dla siebie, ale czuje dumę, że jej dziecko ma wszystko, czego potrzebuje i wygląda na szczęśliwe. Teraz jego szczęście jest ważniejsze. To jego szczęście najbardziej ją uszczęśliwia.

kwietnia 05, 2018

Pierwszy konkurs w historii bloga - POKAŻ NAM DŻUNGLĘ W SWOIM DOMU.

Pierwszy konkurs w historii bloga - POKAŻ NAM DŻUNGLĘ W SWOIM DOMU.
Kochani moi!
Strasznie się cieszę, że zostaliśmy wytypowani do organizacji konkursu :) Sponsorem nagrody jest Canpol Babies, a wygrać możecie piękną matę edukacyjną "Dżungla".



Zadanie konkursowe jest łatwe i myślę, że całkiem przyjemne, a brzmi ono następująco:

W dowolny sposób pokaż nam, że życie z dziećmi przypomina czasem dżunglę - dziką i nieokiełznaną, oraz napisz w kilku słowach do jakich zwierząt rodem z dżungli możesz porównać poszczególnych członków rodziny i uzasadnij, dlaczego.

Zgłoszenia możecie wysłać dwa razy - jedno na e-mail 3razya.blog@gmail.com, drugie pod postem konkursowym na Facebooku, ale UWAGA! muszą być to dwie rożne prace.
Format pracy dowolny - może być to zdjęcie, kolaż, praca plastyczna, lub wierszyk, czy opowiadanie - niech poniesie Was wyobraźnia!

Jeśli chcecie brać udział na Facebooku, proszę o udostępnienie grafiki konkursowej oraz polubienie strony Organizatora i Sponsora :) (nie jest to obowiązkowy warunek)

Konkurs trwa od 05.04.2018 do 25.04.2018 do godziny 24:00. Zgłoszenia wysyłane po upływie tego terminu nie będą brane pod uwagę.

W ciągu trzech dni razem z mężem, jako Jury, wybierzemy jedną pracę konkursową, która skradnie nasze serca. Wyniki zostaną ogłoszone tutaj i na Facebooku, tak by nikt ich nie przegapił. Po wytypowaniu zwycięzcy, wygrany ma trzy dni na przesłanie danych (imię, nazwisko, adres na który ma być dostarczona nagroda, telefon), w przeciwnym razie, po upływie tego czasu wybierzemy innego zwycięzcę. Dane możecie wysłać na e-mail lub w wiadomości prywatnej na Fanpage strony :)

Szczegółowy regulamin jest TUTAJ. Przeczytajcie go dokładnie, ponieważ zapoznanie się z nim i jego zaakceptowanie jest jednym z warunków uczestnictwa w konkursie.

Zgłoszenia, które zostaną przesłane na adres e-mail zostaną umieszczone TUTAJ.


marca 27, 2018

Garść mitów zwiazanych z ciążą, macierzyństwem i dzieckiem. Część 1.

Garść mitów zwiazanych z ciążą, macierzyństwem i dzieckiem. Część 1.

To, jak naprawdę jest być matką, lub ojcem wiedzą tylko Ci którzy mają dziecko. Mimo to, często w tym temacie udzielają się osoby, które nie mają pojęcia, z czym wiąże się macierzyństwo, czy ojcostwo. Stworzyli oni pewnego rodzaju mity, które rozpowszechniają i ślą dalej w świat, niejednokrotnie zniechęcając potencjalnych rodziców do stworzenia nowego życia.
Najczęściej jest to jakaś bezdzietna znajoma, która wpada z niezapowiedzianą wizytą, w dodatku w najmniej spodziewanym momencie i... wysnuwa pochopne wnioski. Ale nie zawsze, często są to też staroświeckie zabobony powtarzane z pokolenia na pokolenie, które tak się przyjęły, ze niektóre mamy nawet do dziś w nie wierzą...


Będąc matką nie będziesz miała już nawet chwili dla siebie.
 
Najczęściej powtarzany tekst: "Nie chcę mieć jeszcze dziecka, bo nie chcę być do końca życia uwiązana jak pies do budy"
Może i po części prawdą jest, że przez pierwsze tygodnie po porodzie nie będziesz mogła wyskoczyć na imprezę, jednak gwarantuję, że wcale nie będziesz o tym wtedy myśleć. Dziecko tak Cię pochłonie, że imprezy, znajomi i cała reszta świata zejdzie na chwilę na dalszy plan. Dopiero z czasem, gdy malec wypracuje już swój rytm dnia zaczniesz powoli odradzać się towarzysko. Nauczysz się rozumieć potrzeby maluszka i zauważysz, kiedy zasypia na dłuższą drzemkę, którą możesz wykorzystać na ugotowanie obiadu, czy posprzątanie, a kiedy zdrzemnie się krócej, a Ty będziesz mogła wreszcie bez obaw wskoczyć pod prysznic, zrobić sobie maseczkę, czy manicure.
Wieczorne wyjścia też nie są kłopotem, nawet jeśli karmisz piersią. Nie widzę problemu, by odciągnąć pokarm, a dziecko zostawić z tatą, w końcu i on powinien się wykazywać :) Wymówki typu "mój facet nigdy nie zostanie sam z dzieckiem" są dla mnie nieuzasadnione - jest rodzicem, tak samo jak Ty i w takiej samej mierze ponosi odpowiedzialność za tego małego człowieka, a to, że z nim zostanie przez godzinę, czy dwie na pewno nie będzie dla niego krzywdą, czy karą. Wystarczy, że wytłumaczysz mu co i jak, a na pewno sobie poradzi. Jeśli naprawdę nie chce zajmować się dzieckiem, to zastanów się... Czy aby na pewno jest to dobry materiał na ojca?

 
Karmienie piersią jest uciążliwe i niewygodne. 

 Bzdura totalna! Moim zdaniem nie ma nic wygodniejszego od karmienia piersią. Wyobraź sobie: W nocy po ciemku wstajesz z łóżka i idziesz do dziecka, bierzesz je i... karmisz nawet z zamkniętymi oczami! Tymczasem karmiąc mlekiem modyfikowanym musisz iść do kuchni, zapalić światło, podgrzać wodę, odmierzyć odpowiednią ilość mleka i wody, przygotować mleko (podczas gdy maluszek wierci się lub płacze) i dopiero wtedy możesz mu podać gotową mieszankę. Tylko jeszcze przedtem sprawdź, czy nie jest za ciepła!
Drugi przykład: Idziesz na dłuższy spacer, korzystając z pięknej pogody chcesz spędzić poza domem większość dnia. Karmiąc piersią bierzesz ze sobą jedynie najpotrzebniejsze rzeczy, typu pampersy, chusteczki, kocyk. Gdy malec zgłodnieje, bez przeszkód możesz znaleźć zaciszne miejsce, np. w parku. Wyjmujesz dziecko w wózka, siadasz na ławce i przystawiasz dziecko do piersi zakrywając się pieluszką. Na początku trochę mnie to krępowało, jednak nikt nawet nie zwracał na mnie uwagi, bo robiłam to dyskretnie, a nie (za przeproszeniem) wywalałam cyca na wierzch. Pomagają w tym ubrania i bielizna przeznaczona specjalnie do karmienia. Później karmiłam już wszędzie i nie miałam z tym żadnego problemu.
A teraz: ta sama sytuacja, tylko karmisz mlekiem modyfikowanym. Co musisz wziąć ze sobą? Wodę, kilka butelek, odpowiednią ilość mleka... Gdy dziecko chce jeść znów musisz przygotowywać mieszankę...
No i najlepsze: karmiąc piersią jesteś przyklejona do dziecka. Większej głupoty nie słyszałam... Nawet karmiąc piersią można bez problemu wyrwać się gdzieś bez dziecka. Wystarczy odciągać pokarm, przechowywać go w lodówce, lub mrozić. Jeśli nazbierasz odpowiednią ilość, to bez najmniejszego problemu możesz wyjść nawet na cały dzień, a Twój pokarm malcowi poda ktokolwiek inny, np. partner lub Twoja mama. 
Czy naprawdę wydaje się to kłopotliwe i uciążliwe? Moim zdaniem nie ma większej wygody niż karmienie piersią!


"O matko, nie jedz tego! Co ty, zapomniałaś, że karmisz piersią?!" 

Dieta matki karmiącej stała się powszechna - mówią o niej położne, matki, babki i niektórzy lekarze, a prawdą jest, że... coś takiego nie istnieje! Nie ma żadnej magicznej diety :) Sama się o tym przekonałam. Faktem jest, że szczególnie na początku karmienia piersią trzeba przyjrzeć się swoim nawykom żywieniowym, by wykluczyć wszelkie potencjalne alergeny, które (jak wiadomo) przenikają do krwi matki, a kobiecy pokarm wytwarza się z krwi. Właśnie! Z KRWI, nie z treści żołądka :) Dlatego po zjedzeniu np. truskawek dziecko może dostać wysypki - bo alergeny przenikają do krwi, czyli znajdują się potem w pokarmie. Ze swojej diety najlepiej wykluczyć również fast-foody, które nie mają zbyt wiele wartości odżywczych, a te przydają się po porodzie, bo dziecko spija wraz z pokarmem większość naszych witamin, więc warto je uzupełniać, by nie dopuścić do niedoborów w naszym organizmie.
No dobra, skąd więc te kolki, zapytasz? Moja droga, kolki biorą się najczęściej z trzech powodów - pierwszy, to nieprawidłowa technika karmienia piersią. Jeśli dziecko źle zassie pierś, będzie połykać powietrze, co sprzyja nagromadzeniu się pęcherzyków powietrza w jego jelitach, a wtedy o kolki nietrudno.
Drugim powodem jest to, że brzuszek dziecka wciąż się rozwija i dopiero uczy się, jak trawić. Wciąż nie jest jeszcze zbyt sprawny, więc często nie radzi sobie tak dobrze, jak brzuch dorosłego. 
Ostatni powód to stres - dziecko może mieć kolki na tle nerwowym. Przypomnijcie sobie, ile razy Wam zdarzyło się mieć wzdęcia ze stresu? U dziecka jest tak samo, mały brzuszek może nie poradzić sobie z dużą ilością nerwów i zareagować właśnie wzdęciami i kolkami.


"Wyśpisz się, kiedy Twoje dziecko zaśnie"
 
Mówię z góry - jeśli Tobie udawało się spać wtedy, kiedy Twoje dziecko też spało, to gratuluję i podziwiam. Ja przez niecałe 11 miesięcy od porodu zdrzemnęłam się tylko 3 razy w ciągu dnia - i moja córka wtedy wcale nie spała.
Nie wyobrażam sobie, bym marnotrawiła czas w ciągu dnia na sen, w dodatku wtedy, kiedy moje dziecko zasnęło - w tym czasie wolałam zawsze zrobić coś bardziej, lub mniej pożytecznego - obiad, sprzątanie, czy choćby zadbać trochę o siebie. Wolałam położyć się wcześniej spać wieczorem, niż tracić dzień na spanie. Dłużej pospać mogłam natomiast w weekend, kiedy to mąż przejmował nocne i poranne wstawanie do małej. Dawało mi to energii na cały tydzień i wtedy wstawanie w nocy po kilka razy nie wydawało się już takie straszne :)
 

Nie wolno przyzwyczajać dziecka do...
 
Noszenia, kołysania, przytulenia, spania z Wami w łóżku i do natychmiastowego reagowania na jego płacz. Tak, tak, najlepiej nie dotykać, brać na ręce tylko do karmienia, a kiedy płacze to najlepiej wyjść z pokoju i udać że Cię nie ma... Nie wiem, kto to wymyślił, ale byłoby mi żal własnego dziecka, gdybym nie reagowała na jego potrzeby! Czy Ty też nie masz czasem takiej cholernej ochoty wtulić się w ciepłe ramiona Twojego faceta? Ot tak, dla samej bliskości? Dziecko też tego potrzebuje, tak najzwyczajniej w świecie być blisko Ciebie i czuć Twój zapach... Jak można nie okazywać uczuć własnemu dziecku? A jak najlepiej je okazywać? Nosząc, kołysząc, przytulając i pozwalając mu zasypiać obok.. Przyzwyczajałam, i co? Ala ma 11 miesięcy, nie muszę jej całymi dniami nosić, zasypia bez kołysania, po prostu odkładam ją i śpi, w dodatku od pół roku śpi w swoim pokoju, w swoim własnym łóżeczku i nie miałam żadnych problemów z odzwyczajaniem :) Po prostu na początku malec potrzebuje naszej obecności, jak najbliżej a z czasem i tak z tego wyrośnie - prędzej, czy później, bo nie będziesz go nosić do 6 r.ż. :) Gwarantuję, że jak zacznie chodzić, to nieco się "usamodzielni".




marca 21, 2018

NUK Genius Color Silicon oraz NUK Nature Sense - czyli wyniki testowania

NUK Genius Color Silicon oraz NUK Nature Sense - czyli wyniki testowania
W ramach współpracy z marką NUK, otrzymałam do przetestowania dwa z ich produktów - butelkę i smoczek.
Każda mama wpisuje te dwie rzeczy do swojej listy wyprawkowej, często jednak waha się, której firmie zaufać. Na dzień dzisiejszy jest cała masa producentów - mają w swojej ofercie setki wzorów, rodzajów smoczków i kolorów butelek. Wygląd i estetyka jest tu bardzo ważna, jednak jest coś jeszcze, nad czym powinniśmy się zastanowić przed zakupem.
Na rynku jest kilka rodzajów smoczków - możemy wyróżnić te z zaokrągloną końcówką i takie, których gumeczka jest z jednej strony spłaszczona.Ważne, by nasada gumki łącząca się z tarczą była możliwie jak najwęższa, bo dzięki czemu zminimalizujemy ryzyko powstania wad zgryzu.

Zacznę od przedstawienia Wam smoczka Genius Color Silicon. Jest to niezwykły smoczek, stworzony przy współpracy dentystów. Dzięki maksymalnej miękkości i elastyczności, a także zwężonej nasadzie, nacisk na szczękę i zęby dziecka został zredukowany do minimum. Na skutek specjalnego Systemu NUK Air powietrze odprowadzane jest na zewnątrz poprzez specjalny kanalik. Anatomiczny kształt przypominający pierś matki sprawia, że dziecko nie ma trudności z zaakceptowaniem go.

Co prawda córka ma już swój smoczkowy faworyt i nie przekonałam jej, by zamieniła go na ten smoczek. W dzień mimo wszystko nie ma problemu ze ssaniem go, jednak do snu woli swojego starego przyjaciela :) Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, Genius Color Silicon będzie się tak bosko prezentował! No spójrzcie! Z takim smoczkiem można czekać na wiosnę :D




Drugim produktem, który miałam przyjemność testować jest Butelka Nature Sense.
Posiada kilka małych otworków przepływowych, które zostały stworzone na wzór kanalików mlecznych w piersi, dzięki czemu zdecydowanie łatwiej będzie przestawić dziecko z piersi na butelkę, lub karmić naprzemienne. Szerokie i elastyczne oparcie dla warg również przypomina dziecku pierś mamy, a antykolkowy odpowietrzacz zapobiega połykania powietrza.

Butelka bardzo przypadła córce do gustu, a mamie spodobała się przede wszystkim pod względem estetycznym :)




Kompletując wyprawkę dla malucha warto zorientować się, który produkt jest najbardziej obiecujący, jednak ostatecznie to nasz malec zadecyduje, czy coś przypadło mu do gustu, czy wręcz przeciwnie. I, niestety, nie zmieni tego ani jakość, ani cena.

marca 15, 2018

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie drugiego miesiąca ciąży.

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie drugiego miesiąca ciąży.


Nie byłam do końca pewna, czy tego chcę. Znaczy, wiedziałam, że chcę, tylko czy akurat teraz?
Byłam gotowa, ale jednak trochę się obawiałam, jak będzie wyglądała druga ciąża, szczególnie, że będę musiała dużo czasu poświęcać Alicji, a co za tym idzie, czas na sen i błogi odpoczynek będzie znacznie ograniczony. W pierwszym trymestrze poprzedniej ciąży dużo spałam, na początku wręcz przesypiałam całe dnie, teraz na pewno nie byłoby na to szans. 

Druga rzecz, która mnie powstrzymywała, to... moje wygodnictwo :D Z Alcią mamy już swój rytm dnia, drzemek i od jakiegoś czasu mała przesypia całe noce. Drugi maluch na pewno zaburzyłby ten rytm. Wszystko musiałabym wypracować od nowa - nocne wstawanie, godziny karmienia, pory snu... A spacery? Na pewno nie byłoby łatwo wybrać się na zakupy z dwójką, szczególnie zimą, kiedy wyprawa z jednym malcem czasami okazuje się wyzwaniem...

No i trzecia rzecz - moje ciało. Nadal nie zrzuciłam pozostałości po pierwszej ciąży. Strasznie bałam się  (w sumie wciąż boje), że tym razem mogłabym przybrać jeszcze więcej... A co z rozstępami? Pojawiły się poprzednio, więc i później też powinny! Co jeśli już nigdy nie będę wyglądać tak jak kiedyś?

W głowie kłębiły mi się setki pytań... Ważne, ważniejsze i te całkiem prymitywne, ale każde z nich zasiewało we mnie ziarnko niepewności. Patrząc jednak, jak Alcia interesuje się swoimi rówieśnikami serce mnie ściskało. Wyobrażałam sobie wtedy, jak za rok, czy dwa lata będzie bawić się z małą siostrzyczką lub braciszkiem, jak będą razem śmiać się i wygłupiać, i stwierdziłam, że jej tego nie odbiorę, że chcę by odnalazła prawdziwą bratnią duszę, przyjaciela na całe życie. I wtedy postanowiłam umówić się z lekarzem na wyjęcie spirali. 

Sam zabieg trwał kilkadziesiąt sekund i był absolutnie bezbolesny. Po powrocie z gabinetu lekarskiego czułam, że podjęłam dobrą decyzję i, że być może już wkrótce podaruję Ali najpiękniejszy prezent. Planowałam, że w ciążę znajdę gdzieś w okolicy kwietnia-maja i bardzo mi ten termin odpowiadał. Przygotowałam się psychicznie i w kilka dni dojrzałam do swojej decyzji. Los jednak trochę mnie zaskoczył...

Czy to już?!

Mąż coś przeczuwał od pierwszych dni. Wciąż  mówił, że ma wrażenie, że to już. Wydawało mi się to niemożliwe, w sumie nawet nie dopuszczałam do siebie myśli by kilkanaście dni po wyjęciu wkładki antykoncepcyjnej mogło już dojść do zapłodnienia. Adam był na tyle pewien swego, że kupił mi test. Zrobiłam go z samego rana i... co? Dwie kreski. 
Nie dowierzałam własnym oczom - zerkałam na wynik testu jakieś sto razy na minutę. Przecież na wiosnę, przecież miał być kwiecień lub maj... Może za długo czekałam na wynik, przecież wyraźnie piszą w instrukcji, by nie odczytywać wyniku po dłużej niż 10-ciu minutach, może zbyt długo czekałam, przecież nie patrzyłam ma zegarek...
Pokazałam mu test. Druga kreska była ledwie zauważalna - dostrzec ją można było jedynie przy dobrym świetle, a i tak był to zaledwie cień. Po kilku dniach powtórzyłam test, wynik ten sam, lecz kreska jakby ciut wyraźniejsza. Nie dawałam za wygraną, zrobiłam jeszcze jeden test i... już nie miałam wątpliwości :) Później jeszcze bardziej utwierdziłam się w podejrzeniach - brak spodziewanej miesiączki. Umówiłam się więc na wizytę.

Sama nie wiedziałam, czy mam się już cieszyć, czy może wynik mógłby okazać się jednak błędny, dlatego swoje emocje powściągałam do dnia wizyty.
Z dnia na dzień coraz bardziej uświadamiałam sobie, że jestem w ciąży. Doszły pierwsze objawy - bezsenność w nocy, zmęczenie w dzień i opuchnięta śluzówka nosa, która podczas snu skutecznie utrudnia mi oddychanie (mówią, że ma to z związek z rozszerzającymi się naczyniami krwionośnymi). Przez to też często z nosa leci krew. W pierwszej ciąży miałam dokładnie to samo, te same objawy.
Z niecierpliwością odliczałam dni do wizyty. Nasze mamy jeszcze nic nie wiedziały, ustaliliśmy z Adamem, że powiemy im dopiero po USG :) Zwierzyłam się tylko kilku osobom, z prośbą by póki co utrzymały to w tajemnicy.
Tak oto minął pierwszy miesiąc ciąży. W oczekiwaniu na wizytę, która zaplanowana była na 5.03.18r rozpoczęłam już drugi (ciężki) miesiąc.

Nie było łatwo. Męczyły (w sumie nadal męczą) mnie okropne mdłości, nie dające mi spać. Każdy, nawet najmniejszy posiłek kończy się bólem i pieczeniem żołądka, mdłościami... Nawet po wypiciu szklanki wody miałam okropne wrażenie, że wszystko cofa mi się do gardła! Ale... świadomość, że w moim brzuchu kiełkuje życie jest nie do opisania i rekompensuje wszystkie niedogodności. W 7 tygodniu ciąży, dziecko jest już podobno wielkości borówki! A jeszcze chwilę temu było nie większe niż ziarenko maku...

Na USG niestety wybrałam się sama. No dobra, nie tak całkiem sama, bo Alicję zabrałam ze sobą. Myślałam, że mąż zdąży wrócić z pracy, jednak akurat tego dnia wchodząc do poczekalni... nie zastałam żywej duszy i zostałam przyjęta kilkanaście minut szybciej.
Ze zniecierpliwieniem przebierałam nogami. Chciałam już zobaczyć tego szkraba, wiedzieć, czy wszystko jest dobrze, upewnić się, że rozwija się prawidłowo... Maluch tamtego dnia miał 14mm długości, możecie to sobie wyobrazić?

Rwa kulszowa. Potworny ból, często skutecznie uniemożliwiający codzienne funkcjonowanie. Pani doktor powiedziała, że niestety muszę się przemęczyć do końca ciąży, ponieważ teraz i tak nie mogłabym przyjąć żadnych leków ani zastrzyków. Ta wiadomość strasznie mnie zmartwiła. Bywają dni, że jest lepiej, ale... są też i takie chwile, że podniesienie się z krzesła staje się wyzwaniem.

Nadszedł czas, by powiedzieć naszym mamom o następnym członku rodziny. Był stres, była obawa, jak zareagują, ale mimo, iż obie były zszokowane, to cieszą się z nami naszym szczęściem. Rozumieją, że to nasza wspólna decyzja i, że jesteśmy dorosłymi, w pełni odpowiedzialnymi osobami, które liczą się ze wszystkimi konsekwencjami swoich wyborów.
Jako, że najbliższe osoby zostały już poinformowane o naszym następnym potomku uznałam, że chcę nieść tę wesołą nowinę dalej w świat i stąd oto zrodził się pomysł na publikację Dziennika Ciężarnej, gdzie pod koniec każdego miesiąca będę opisywała zmiany zachodzące w moim ciele, jak również najważniejsze informacje związane z rozwojem maluszka :)

Są z nami jakieś przyszłe mamy? Napiszcie w komentarzach jak Wam mija ten niesamowity czas :D Będzie mi miło, gdy podzielicie się z nami swoimi odczuciami :)

Buziaczki ;* ;*

marca 09, 2018

Blogosfera Canpol Babies - Kolejna edycja :)

Blogosfera Canpol Babies - Kolejna edycja :)

Spójrzcie tylko, co przygotował dla nas w tym miesiącu Canpol!


Czeka na Was 20 takich mat - połowa z nich trafi w ręce testerek, druga połowa natomiast będzie nagrodą w konkursach organizowanych przez wytypowane blogerki :)


Nie czekajcie i zgłaszajcie się do BLOGOSFERY, ja już się zgłosiłam!
Wyniki ogłoszone zostaną po 31 marca.


Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie trzeciego miesiąca ciąży.

Rany Boskie! Jak to możliwe? No po prostu szok! Dopiero z niecierpliwością wyczekiwałam pierwszej wizyty u ginekologa a tu już zaczyna si...

Copyright © 2016 Trzy razy A. , Blogger