sierpnia 03, 2018

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie szóstego miesiąca ciąży

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie szóstego miesiąca ciąży

No i kolejny miesiąc za nami. Pożegnałyśmy już szósty miesiąc, a III trymestr przywitał mnie zgagą i bólami w plecach - czyli jednym słowem... nie zaczęło się zbyt kolorowo.
Brzucho nagle zrobił się... spory, powiedziałabym nawet OGROMNY, ale nie, jeszcze nie, bo wiem, że wkrótce będzie jeszcze większy (choć wydaje się to niemożliwe).

Zaczyna być coraz trudniej - tak, jak drugi trymestr pozwolił cieszyć się tym czasem oczekiwania, tak trzeci próbuje skopać mi tyłek. Idzie mu to na tyle dobrze, że pomimo 8 godzin snu budzę się zmęczona a zwleczenie się wcześniej z łóżka niemalże graniczy z cudem (dobrze, że na pobranie krwi chodzi się tylko "raz na jakiś czas", bo wiecznie wyglądałabym jak ZOMBIE) :(

Ciążowych "kształtów" nie da się już ukryć, tak samo, jak nie da się schylić z gracją baletnicy po klucze, które upadły na ulicy...
Garderoba robi się coraz bardziej ograniczona, bo brzucho w niewiele już pozwala się upchnąć... Jedyna zaleta jego gabarytów jest taka, że nikt nie zauważy, kiedy czasami zjem... więcej niż powinnam. Z tym jedzeniem to też jest taki paradoks, że ciągle ma się na coś ochotę, tylko ciężko w siebie to wszystko wepchnąć, gdy większą część miejsca w brzuchu zajmuje mały lokator.

Chwilami bywa ciężko, tym bardziej ze względu na ataki duszności i trudności z oddychaniem. Do tego ta afrykańska pogoda... Serio, nie muszę jechać w tropiki, bo tropikalny upał to ja mam we własnym mieszkaniu, zresztą nie tylko, bo i palma się znajdzie (choć niewielka, to jednak!), a zamiast basenu - miska z zimną wodą, która przynosi ukojenie moim opuchniętym stopom. Jak się z tą palmą i miską przeniosę na balkon, do tego zimna lemoniada, prażące słoneczko... to po co mi jakieś wakacje w ciepłych krajach, pytam? ;)

Teraz naprawdę odliczam dni do porodu. Powiem Wam szczerze, że oddałabym wszystko, żeby tak temperatura na zewnątrz spadła do 20 stopni... Wtedy funkcjonowałabym zupełnie inaczej, wręcz wróciłabym do życia. Niestety przy obecnych upałach nieraz boję się wyjść z domu na dłuższy spacer.

Przy okazji - pamiętajcie, by zawsze mieć przy sobie butelkę wody i wypijać odpowiednie jej ilości!
A Wy, ciężarne, kontrolujcie swoje ciśnienie, bo w taką pogodę daje się ono we znaki!

Moje ciśnienie jest ostatnio dość zawyżone, co objawia się u mnie przewlekłym zmęczeniem, ostrymi bólami głowy i oczu, osłabieniem. Na najbliższej wizycie muszę poruszyć ten temat z moją lekarką - wiem, że nadciśnienia nie można lekceważyć, bo może być bardzo niebezpieczne zarówno dla dziecka, jak i dla matki.

Jesteśmy teraz na etapie tworzenia listy potrzebnych rzeczy dla noworodka, którą na pewno niedługo zamieszczę w odrębnym wpisie :) Pokażę Wam w nim wszystko, czego nie może zabraknąć w wyprawce dla dziecka. Ale o tym kiedy indziej :)

Teraz jest również najlepszy moment na wykonanie ciążowej sesji zdjęciowej. W siódmym miesiącu brzuszek jest już ładnie zaokrąglony, więc warto uwiecznić go na zdjęciach. Nie ma sensu odkładać tego na końcówkę ciąży, bo nagle może okazać się... za późno.

Miałam w planach przed porodem odpoczywać i wysypiać się, ale o ile z tym odpoczywaniem jakoś mi się udaje, tak ze snem nie jest zbyt ciekawie :(
W nocy jest mi tak duszno, że budzę się i już nie mogę zasnąć... Przewracam się z boku, na bok, ale nie mogę znaleźć sobie miejsca w łóżku. Każda pozycja po chwili robi się niewygodna, a rano jestem cała obolała...

Coś czuję, że nasza druga córeczka będzie zupełnie różnić się od Alicji charakterem i temperamentem - Alcia to żywe srebro i już za życia płodowego objawiało się to niezliczoną ilością kopniaków z całkiem sporą siłą. Druga Pyzia kopie dużo słabiej i z mniejszą częstotliwością. Raz nawet napędziła nam niezłego stracha... przez dobę praktycznie nie dawała o sobie znać, ale USG nie wykazało żadnych nieprawidłowości i lekarz zapewnił nas, że wszystko z nią dobrze. Czasami zapominam, że ona "tam" jest, bo siedzi sobie cichutko i najwyraźniej przez większość czasu śpi :)
Może faktycznie uda nam się przy niej odetchnąć, bo wierzcie mi, Alka potrafi nas wykończyć :)

Dobra, co słychać u mnie już wiecie, a co u Pyzi? W 28 tygodniu ważyła już około 1kg i miała niecałe 40cm! Od tego czasu jej oczka są już ukształtowane i powoli zaczynają się otwierać. Podobno już teraz dziecko zaczyna śnić! Ciekawe o czym? ;)

Mimo, iż momentami mam dość bycia w dwupaku, to staram się cieszyć tym stanem, bo dużo mi już nie zostało, a potem, między nocnymi pobudkami, karmieniem piersią i bujaniem, z pewnością zatęsknię za tymi kopniaczkami i okrągłym brzuszkiem...



lipca 18, 2018

Planowanie płci dziecka - Czy to możliwe?

Planowanie płci dziecka - Czy to możliwe?


"Nie ważne jakiej płci będzie dziecko, ważne, że będzie zdrowe" - takie stwierdzenie pada podczas każdej debaty na temat przyszłego członka rodziny. Fakt, zdrowie naszego maluszka jest na pierwszym miejscu, ale każdy rodzic bardziej składnia się ku jednej z opcji.

Początek ciąży zawsze jest wielkim szokiem - bez różnicy, czy ciąża była planowana, czy nie. Rodzice nagle zdają sobie sprawę, że klamka zapadła i nie ma już odwrotu, a całe dotychczasowe życie już wkrótce się zmieni. W głowie zaczynają pojawiać się pytania i wątpliwości: Czy będę dobrym rodzicem? Czy poradzę sobie z taką małą, kruchą, bezbronną istotą? Jak będzie wyglądało nasze wspólne życie? A co jeśli nie będę widział/a co zrobić, gdy zacznie płakać?

Obawy i lęk przed nieznanym są nieuniknione, nawet, jeśli to nie pierwsze dziecko, bo z każdym kolejnym wypływamy na nieznane wody. Nigdy nie wiemy jak starsze dzieci zareagują na nowego członka rodziny, ani czy wraz z noworodkiem nie przyjdzie nam zmierzyć się z czymś, czego dotychczas nie przechodziliśmy z poprzednimi dziećmi. Macierzyństwo to taki bezkresny ocean nowych doświadczeń...

Ciąża nie należy do łatwych przeżyć (wiem co mówię!). Obawy o zdrowie rozwijającego się maluszka i o donoszenie ciąży wcale tego czasu nie ułatwiają. Przyszli rodzice, aby umilić sobie ten pełen niepewności okres dziewięciu miesięcy, zatapiają się w fantazji planując każdy najmniejszy drobiazg, nawet płeć dziecka.

Dopóki tożsamość maluszka pozostaje zagadką, przyszli rodzice prześcigają się w domysłach.
  
"Na pewno będzie chłopiec, bo twój brzuszek robi się spiczasty."
"Jestem pewna, że to dziewczynka, bo ciągle mam ochotę na słodkie."
"Jak nic będzie synek, bo wyglądasz kwitnąco."
"Ciągle mam zgagę, więc to musi być córcia, w dodatku z bujną czupryną!"

Kobieta najczęściej marzy o córeczce. Oczami wyobraźni już widzi te wszystkie urocze sukienki, falbanki i kokardki. Idąc przez miasto wzdycha, widząc na wystawie słodki komplet "mama i córka" - dwie identyczne sukienki, tylko jedna z nich jest w miniaturowej wersji.
Spędza godziny w internecie, przeglądając inspiracje wnętrzarskie na pokoik dla dziewczynki, taki, o jakim niegdyś sama śniła. Koniecznie muszą się w nim znaleźć białe mebelki i ażurowe dodatki, pastelowo różowa pościel i baldachim nad łóżeczkiem. Nie może zabraknąć stylowych, różowych poduszeczek... A tam, obok tej komody, za jakiś czas, gdy mała już podrośnie, postawi zabawkową kuchnię marzeń. Wiecie, taką z miniaturową zastawą, plastikowym jedzeniem, łudząco przypominającym prawdziwe. Ach, no tak, musi być też stoliczek, przy którym córeczka będzie mogła pić z mamą niby-kawę. O, i wielki domek dla lalek, Barbie... Przecież sama jako dziewczynka chciała taki mieć, więc jej córka na pewno taki dostanie! I karetę, przecież każda mała księżniczka o niej marzy! Albo nie, teraz modne są samochody Porshe, więc będzie miała taki dla swojej Barbie.

Mężczyzna jest nieco bardziej praktyczny - daleko mu do różowości i lalek Barbie, tiulu, kokardek i picia udawanej kawy w różowych mini-filiżankach. Zatem facet pragnie kompana do swoich męskich uciech - żeby w przyszłości pograł z nim w piłkę, oglądał mecze, grał na konsoli i w wolnym czasie siedział z nim w garażu, ucząc się naprawiać samochód.

To nie tak, że jeśli urodzi się synek, to mama nie będzie go kochać, a jeśli córeczka, to tata się obrazi, choć i tak nieraz bywa. Będą kochać, i to nad życie, bez względu na płeć, kolor włosów, czy oczu. Będą kochać, bo to ich dziecko, ale jednak każdy ma jakąś taką drobną nadzieję. Jedni marzą o synku, inni o parce, jeszcze inni o bliźniakach, albo o trzech córeczkach. Każdy z nas ma jakiś wymarzony model rodziny i nic w tym złego :)

Mnie zawsze marzyły się dwie córeczki i to w niedużym odstępie czasu - najlepiej rok po roku, ewentualnie 2 lata różnicy. Jakoś nie wyobrażałam sobie urodzić synka, choć napewno, gdyby trafił się chłopiec to i tak byłabym szczęśliwa i wiedziałabym co i jak, ale kurczę no... Mam cholerną słabość do dziewczynek. Tak jak opisana wyżej kobieta, zawsze wyobrażałam sobie siebie z córką, więc po prostu musiałam mieć przynajmniej jedną. Poza tym, sama mam siostrę i, choć różnie między nami bywało (jak to zawsze jest z rodzeństwem) to nie zamieniłabym jej na brata. Myślicie, że brat bawiłby się ze mną lalkami? Że oglądałby ze mną te same bajki? Pożyczał czasem swoje kolczyki? NOŁ ŁEJ! Tylko babka zrozumie tak dobrze drugą babkę i to już od najmłodszych lat!


Chcąc podarować Alci siostrę zaczęłam z ciekawości czytać na temat planowania płci dziecka. Podchodziłam do tego sceptycznie, bo wiadomo, że wszystko zależy od losu i tego, który plemniczek wygra wyścig do komórki jajowej, ale... Ale może jednak coś w tym jest i trafi nam się druga dziewczynka?

W ten oto sposób znalazłam dwie metody - pierwsza, jest nieco bardziej racjonalna. Wg. tej teorii wszystko zależy od momentu stosunku. Jeśli odbędzie się w dzień owulacji, to największa szansa, że będzie chłopiec, ponieważ plemniki męskie są szybsze i zwinniejsze. Jeśli zaś stosunek nastąpi na ok. 3 dni przed owulacją, wówczas wzrasta szansa na dziewczynkę, ponieważ żeńskie plemniki, mimo iż są wolniejsze, to są w stanie przeżyć dłużej, więc duże prawdopodobieństwo, że podczas wyścigu męskie plemniki zginą, pozwalając wygrać żeńskim.
Jakoś nie po drodze było mi liczyć dni do owulacji i starać się "na siłę" , bo w te dni można a w tamte nie.

O ile ten sposób wydaje się być bardzo naukowo i logicznie wyjaśniony,. tak drugi wydaje się być niczym z średniowiecza. Mowa o kalendarzu chińskim. Chińczycy wierzyli, że wiek kobiety, oraz miesiąc zapłodnienia ma ścisły związek z płcią dziecka. O co dokładnie chodzi?
Już wyjaśniam :)

Różowe pola to szansa na dziewczynkę, niebieskie na chłopca. Jednak niech Was nie zmyli podany w lewej kolumnie wiek! Wg. kalendarza chińskiego miesiąc ma 28 dni - nie mniej i nie więcej. Zatem wszystko trochę się przesuwa... Podczas ciąży z Alcią z tabelki wychodzi tak:
  • Przybliżona data zapłodnienia - ok. 9.08.2016
  • Moja data urodzenia - 10.02.1996
Patrząc w tabelkę, wychodzi na to, że powinnam mieć chłopca, ale zaraz, zaraz... Wg. kalendarza chińskiego, w tamtym momencie miałam nie 20, a 21 lat! Czyli sierpień, wiek 21, i co? Mamy dziewczynkę!

Najłatwiej obliczyć to ⇨TUTAJ
Po prostu wpisujecie przybliżoną datę owulacji (ok. 14 dni po pierwszym dniu ostatniej miesiączki) i swoją datę urodzenia. Kalkulator oblicza Wam, który miesiąc wypada od daty urodzenia.

Ta metoda mimo swej dziwnej absurdalności jakoś bardziej do mnie przemawiała i... postanowiłam na luzie, bez spiny wypróbować :) O dziwo przy pierwszym dziecku kalendarz się nie pomylił... wskazał, że będzie dziewczynka i mamy Alicję! Teraz, przy drugiej ciąży pokazuje mi dokładnie to sami, i co? 3 lekarzy potwierdziło z USG, że będzie córeczka :D
Nie do końca wierzę, że to pewna i 100% -owa metoda na zaplanowanie płci, ale może coś w tym jest?

Bez względu na to, czy uda się zaplanować płeć, czy nie, ważne byśmy kochali swoje dzieci! A tak naprawdę... co to za różnica, chłopiec, czy dziewczynka? Miłość pozostaje niezmienna! I co najważniejsze - i syn, i córka będą nas kochać tak samo!


lipca 14, 2018

Pielęgnacja włosów

Pielęgnacja włosów

Kiedyś nie przywiązywałam aż takiej wagi do kwestii pielęgnacji włosów, raczej wręcz przeciwnie, zapewniałam im prawdziwy trening wytrzymałości - mycie co drugi dzień, suszenie, prostownica prawie przyrosła mi do ręki, bo wciąż je prostowałam, a w dodatku lubiłam eksperymentować z kolorem, więc obowiązkowo farbowanie minimum raz w miesiącu. Po tych wszystkich "zabiegach" moje włosy wołały o pomstę do nieba. Końcówki były porozdwajane, włosy przesuszone, przez co puszyły się i łamały.
Wtedy o pielęgnacji nie wiedziałam zbyt wiele, myślałam, że nakładanie odżywki wystarczy, by poprawić ich stan, ale dalej traktowałam je gorącym powietrzem z suszarki i prostowałam, klnąc na producentów, że ich produkty nie spełniają swojej roli i wcale nie poprawiają kondycji moich włosów.

Dziś w tej kwestii jestem o wiele bardziej obeznana i lepiej rozumiem już, co robić, by naprawdę im pomóc, a nie zaszkodzić.

Pierwszą rzeczą, jaka była konieczna w ich regeneracji to obcięcie zniszczonych końcówek. Niestety regularne obcinanie końcówek, wbrew powszechnemu stwierdzeniu, nie przyspiesza ich wzrostu. Czynność ta pomaga jedynie zapobiegać dalszym uszkodzeniom włosa. Rozdwojone końcówki łamią się i kruszą, przez co włosy tracą na długości. Najrozsądniej jest je obciąć, a nastepnie zapobiegać ponownemu przesuszeniu i rozdwajaniu.

Drugim krokiem była rezygnacja z prostownicy, lokówki i suszarki. Niestety te urządzenia, choć pomagają nam okiełznać nieposłuszną często fryzurę, naszym włosom jedynie szkodzą. Traktowanie ich wysoką temperaturą jest dla nich niczym tortury... tak więc, jeśli marzysz o mocnych, zdrowych włosach, możesz zapomnieć o codziennym prostowaniu i suszeniu ich. Jeśli już koniecznie musisz użyć prostownicy to pamiętaj, żeby przedtem spryskać je sprayem chroniącym przed wysoką temperaturą.

Oprócz tego, zapamietaj "częste mycie skraca życie... włosów" :) Zatem, im rzadziej, tym lepiej. Najlepiej higienę włosów ogranicz do mycia ich średnio co 3-4 dni. Robienie tego codziennie może zapobiega przetłuszczaniu, ale niestety, wspomaga przesuszanie końcówek.

Farbowanie też nie najlepiej wpływa na włosy, choć nie mówię, że musisz z niego całkowicie zrezygnować. Farbuj włosy na jaki kolor chcesz, ale staraj się robić to tak często, jak to konieczne. Najlepiej by okres między koloryzacjami wynosił nie mniej niż 6 tygodni.

Włosy ścięłam po pierwszej komunii. Wówczas sięgały pasa a mnie męczyło mycie ich i czesanie, i marzyłam, by były krótsze. Mama nie pozwalała ich obciąć, ostrzegając, że będę żałować, ale jej nie posłuchałam... w końcu zgodziła się, ze zetniemy je po przyjęciu. Na początku czułam się super - mycie, suszenie, czesanie nareszcie zajmowało dosłownie chwilę. Eksperymentowałam z fryzurą ale w pewnym momencie zatęskniłam za pięknym, długim warkoczem... chciałam  zapuścić włosy ale miałam wrażenie, ze wcale nie rosną. Przez te wszystkie lata, nie były jeszcze tak długie, jak teraz. Odkąd o nie dbam, końcówki nie są zniszczone i nie łamią się, a włosy w 8 miesięcy podwoiły swoją długość.

Nie używam żadnych spektakularnych kosmetyków, a raczej to co ogólnie dostępne jest w każdej drogerii. Oto produkty, których używam na co dzień ;)


Najczęściej używam szamponu L'Oreal - Magiczna Moc Glinki, ponieważ nie zawiera silikonów, dzięki czemu nie szkodzi włosom i delikatnie je myje. Są po nim lekkie i nawilżone.


Duetem, po który również uwielbiam sięgać jest szampon i ekspresowa odżywka do włosów w sprayu GLISS KUR - Fiber Therapy od Skwarzkopf. Muszę przyznać, że szampon dobrze odżywia włosy, jednak przy częstym używaniu zdaje się wpływać na szybsze przetłuszczanie i lekko je obciąża. Odżywka natomiast... ideał <3 Stosuję ją na mokre włosy, zaraz po umyciu. Sprawia, że są wygładzone, nie puszą się i wyglądają na odżywione. Oprócz świetnego działania kocham ją również za zapach! Jest cudowny, luksusowy, włosy pachną niczym po wizycie u fryzjera. Kiedy spryskam nią włosy, mąż za każdym razem chodzi za mną, pytając jakich perfum użyłam ;)


Jakiś czas temu będąc w Rossmanie zdecydowałam się wypróbować produkty zachwalane i reklamowane przez Maffashion. Pierwsze co mogę powiedzieć o szamponie AUSSIE Miracle Moist to uroczy, słodki zapach... gumy balonowej :)
Drugą zaletą jest to, że dobrze się pieni i pozostawia włosy nawilżone, lekkie i miękkie. Odżywka pomaga dodatkowo je poskromić.


Spray do prostowania włosów Advance Techniques do AVON używam tylko wtedy, gdy chcę podtrzymać na dłużej efekt po użyciu prostownicy. Natura obdarzyła mnie włosami trudnymi do stylizowania, a po wyprostowaniu ich często wracały do swojego pierwotnego wyglądu delikatnych loków i fal. Dzięki tej mgiełce włosy na dłużej pozostają proste, mimo wszystko używam jej bardzo rzadko, bo mocno obciąża i przetłuszcza.
Olejek nawilżający również spełnia swoją rolę i daje natychmiastowy efekt.


Gdy chcę naprawdę odżywić i nawilżyć moje włosy używam maski do włosów NOVEX Argan Oil. To moje odkrycie roku, jeśli chodzi o pielęgnację włosów. Trafiła do mnie w pudełku ShinyBox, które kiedyś zamówiłam. Początkowo stanęła na półce czekając na swoją szansę, jednak, gdy pierwszy raz jej użyłam... to poczułam do niej miętę! ;) 
Maskę NOVEX pokochała również moja mama, która po rozjaśnianiu miała bardzo przesuszone i zniszczone włosy. Kiedy któregoś razu jej użyła, była zaskoczona jej efektem i właśnie zamówiła ją dla siebie. Cena nie jest wysoka - ok. 25zł za 400g, więc naprawdę warto ją wypróbować!

Przywiązujecie wagę do pielęgnacji włosów, czy zupełnie nie zaprzątacie sobie tym głowy? Może macie jakieś produkty godne polecenia? Chętnie wypróbuję kolejne nowości! :)

lipca 03, 2018

Z Dziennika Ciężarnej - podsumowanie piątego miesiąca ciąży

Z Dziennika Ciężarnej - podsumowanie piątego miesiąca ciąży
Czas leci jak szalony! Dopiero sobie uświadomiłam, że piąty miesiąc minął dobrych kilka dni temu a rozpoczał się już  szósty. SZÓSTY!

Brzucho jest już okrąglutki i powoli zaczyna być odczuwalny. Waga mozolnie ruszyła do przodu, czyli chyba jednak nie jest zepsuta :) Wierzcie, serio zastanawiałam się, czy ona jeszcze działa, bo cały czas pokazywała tą samą ilość kilogramów. Kurczę, wszystko jednak wskazuje na to, że niestety mówi prawdę...

Pocieszające jest to, że w zwiększaniu masy ciała nie jestem jedyna! Kroku dotrzymuje mi mieszkaniec mojego brzucha - waży już 800g! Patrząc na to, w jakim tempie rośnie - idzie mu lepiej niż mnie:)


No dobra, nie jemu a JEJ! W piątym miesiącu udało nam się ustalić tożsamość tego malutkiego ludka - bedzie druga córa! Oj biedny ten mój mąż, w tej kobiecej krainie różem i słodyczą płynącej! Ale, ale! Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Jedno jest pewne - uodporni się chłopak na wszelkie różowości!

Dzidziuś rośnie jak na drożdżach i, oprócz dość już sporej wagi, ma już ponad 30cm i dużo siły na brzuszkowe szaleństwa. Dużo się wierci i daje o sobie znać. Coraz częściej ma też zachcianki (no bo przecież to zachcianki dziecka, nie moje) :D
Po prostu kiedy moje dziecko zamawia np. pączka to po prostu musi go dostać, a że jedyna droga dostawy biegnie przez moje usta? No cóż...
A co jeśli nie spełnię jej zachcianek? Córka już teraz jest uparta i funduje mi... karę!

"Co?! Nie ma pączusia?! Ach tak?! To masz zgagę, niestrawności, nudności! Nie ma pączka, to proszę bardzo!"

Jak widać młoda nie da sobie w kaszę dmuchać, więc... nie mam wyjścia i muszę realizować brzuszkowe zamówienia ;)

Powoli zaczynamy szykować się na przyjście maluszka. Zaczynam przygotować listę wyprawkową i, choć dużo rzeczy mam po Alci, coś czuję, że nadal bedzie tego sporo.
O naszych wyprawkowych must have opowiem w osobnym wpisie, bo teraz zagadałabym Was na śmierć!


W piątym miesiącu lekarz prowadzący powinien wystawić skierowanie na badanie tzw. krzywej c.
Badanie to polega na trzykrotnym pobraniu krwi u ciężarnej - raz na czczo, drugi po godzinie od wypicia przez nią glukozy i trzeci po dwóch godzinach.
Przez te dwie godziny ciężarna musi siedzieć w laboratorium i nie forsować się, bo każdy wysiłek może zafałszować wyniki.
Po co to badanie? A po to, by określić, czy przyszła mama nie choruje na cukrzycę ciążową, która jest bardzo niebezpieczna nie tylko dla mamy, ale i dla rozwijającego się dziecka. Co ciekawe, cukrzyca ciążowa dotyka kobiet, które przed zajściem w ciążę nie miały nigdy problemów z cukrem. Ponadto z cukrzycy ciążowej może w przyszłości rozwinąć się cukrzyca typu 2 (u ok. 30-50%).

Ciężarna powinna teraz dużo odpoczywać. Podpowiedzcie mi tylko, czy macie na to jakiś sprawdzony sposób?
Jak spać, gdy przeszkadza brzucho i ciężko chwilami złapać oddech a znalezienie idealnej pozycji wręcz graniczy z cudem?
Jak wysypiać się, gdy oprócz pobudek fundowanych przez pierwsze dziecko, budzi mnie także pełen pęcherz?
Jak znaleźć chwilę na drzemkę w ciągu dnia, gdy akurat, kiedy opadną mi powieki, z drzemki wybudza się córka?
Jeśli macie jakieś przepisy, (ale uwaga! sprawdzone!) To ja bardzo chętnie je przyjmę ;)
Choć przyznam, że ta ciąża mija mi dużo lepiej, niż pierwsza. Zostało jeszcze trochę ponad 100 dni do porodu, ale jakoś nie potrafię jeszcze myśleć o TYM DNIU. Wydaje mi się to jeszcze tak odległe, jakby miało mnie nie dotyczyć... chociaż w sumie to chyba dobrze, bo nie stresuję się na zapas :)

Kto razem z nami łączy się w Ciążowej Solidarności? Jak mija Wam ten czas? Albo, jak wspominacie te dziewięć miesięcy?

czerwca 22, 2018

Paniczny lęk dziecka przed wodą

Paniczny lęk dziecka przed wodą
Lęki są u dziecka nieodłącznym elementem. Dzieci boją się różnych rzeczy - czasem są one dla nas niezrozumiałe i biorą się z najmniej spodziewanego, często nieznanego dla nas powodu.
Niektóre lęki nie przeszkadzają w codziennym funkcjonowaniu (np. lęk przed psami, a Wy i tak nie macie psa, lub przed odgłosem wiertarki, ale przecież nie używacie jej na co dzień). Co jednak, gdy lęk zaburza codzienny rytm dnia i na dłuższą metę nie można uciekać przed konfrontacją z nim? O tym w dalszej części posta.


Alcia od zawsze uwielbiała kąpiele. No dobra, może nie od samego początku, bo pierwsze kąpiele naszej córeczki były... stresujące, ale gdy tylko się do nich przyzwyczaiła, to kąpanie jej było czystą (dosłownie!) przyjemnością. Zanim zaczęła siedzieć, to uwielbiała, gdy cieniutkim strumyczkiem polewaliśmy jej brzuszek i stópki, później próbowała go łapać. Potem zaczęła siadać i chlapać łapkami we wodzie. To dopiero była zabawa - móc zachlapać wszystko dookoła.
Wtedy przeprowadziliśmy się i postanowiliśmy przenieść kąpiele z profilowanej wanienki do głębokiego brodzika - nareszcie można było zmieścić tam parę zabawek, nakręcaną kaczuszkę i pianę. Początkowo, Alcia przyzwyczajona do swojej starej, dobrej wanienki zareagowała strachem, jednak on szybko minął i oswoiła się z nowym miejscem.
Wtedy znów się przeprowadziliśmy i ukochany brodzik zmieniliśmy na... "dorosłą" wannę. Mała tym razem nie zareagowała paniką, wręcz przeciwnie - miała jeszcze więcej miejsca na swoje zabawy, jednak stopniowo zaczynała się zniechęcać. Myślę, że złożyło się na to kilka czynników...

Po pierwsze właśnie, zmiana miejsca. Możliwe, że w dużej, śliskiej wannie czuła się niepewnie i dlatego lęk coraz bardziej narastał.
Po drugie, prysznic. Raz, gdy podczas śniadania Alcia cała wysmarowała mi się kaszką, uznałam, że nie ma innego wyjścia, jak po prostu szybko ją wykąpać. Żeby nie tracić czasu, wrzuciłam ją do wanny, odpaliłam prysznic i szybko ją opłukałam, na co ona zareagowała krzykiem i płaczem, ale musiałam ją wtedy umyć, bo gdyby się do mnie przykleiła, to już chyba na amen...
No i po trzecie, upadek. Nauczyła się chodzić i wstawać. Chwila w wannie i już próbowała z niej uciekać. Pewnego dnia zdarzył się mały wypadek i podczas próby ucieczki mała wywróciła się. To chyba przeważyło szalę goryczy. Kąpiele z dnia na dzień trwały coraz krócej, aż w końcu ograniczyliśmy je do minimum - kilka niezbędnych ruchów musiało wystarczyć. Wszystko staraliśmy się robić jak najszybciej, bo mała nie przestawała płakać ani na chwilę. Dopiero po zawinięciu jej w ręczniczek i podaniu butli z mleczkiem był spokój.

Zastanawiałam się wtedy, jak jej pomóc, a że akurat trafiło się kilka naprawdę upalnych dni, postanowiliśmy jej kupić misko-basen i strój kąpielowy.  No i oczywiście, czym prędzej wsadziłam ją w kąpielówki, misko-basen wylądował na balkonie, a w nim ulubione zabawki kąpielowe. Wzięłam Alcię na ręce i powolutku wsadziłam ją do wody. Byłam niemalże pewna, że miejsce, które nie kojarzy jej się z kąpielą pomoże przełamać strach, ale to nie był strach przed łazienką. To był strach przed wodą. Gdy tylko poczuła ją na swoich małych stópkach zaczęła szukać moich ramion. Trzymała się kurczowo, a ja uparcie próbowałam pokazać jej, że woda to nic złego... Powolutku posadziłam ją i zaczęłam odwracać jej uwagę delfinkami i innymi gumowymi stworzonkami morskimi, ale na daremno. Zaczęła krzyczeć i wstawać, żeby jak najszybciej stamtąd uciec. Później ta miska stała tam jeszcze kilka dni, Ala podchodziła do niej, maczała rączki, ale za żadne skarby nie dała się tam wsadzić...

Było mi strasznie przykro, tym bardziej,że co chwilę widziałam na Instagramie szczęśliwe dzieciaczki pluskające się w basenach w najlepsze i nie rozumiałam, dlaczego moja córeczka tak bardzo boi się wody. Najgorsze było to, że nie wiedziałam, jak jej pomóc... Próbowaliśmy wszystkiego, zabawek, nawet bajek w łazience i... nic. Doszło do tego, że każde wejście z nią do łazienki kończyło się płaczem i histerią. Próbowaliśmy nawet tzw. kąpieli na sucho - sadzaliśmy ją w pustej wannie na ręczniku, a wodę do kąpieli przygotowywaliśmy w zlewie i jedynie obmywaliśmy ją mokrą myjką. Rezultat? Żaden... Odpuściłam. Postanowiłam dać jej kilka dni spokoju, by zapomniała. Przez tydzień jej nie kąpaliśmy, jedynie przemywaliśmy ją mokrymi ręczniczkami na przewijaku, z dala od łazienki.
Po tygodniu uznałam, że już dłużej nie mogę czekać. Kupiliśmy matę antypoślizgową, licząc, że może chociaż to pomoże. Rozebrałam ją i wsadziłam do pustej wanny, ale gdy znów zaczęła panikować, bez zastanowienia zrzuciłam spodnie i weszłam tam razem z nią. Klęknęłam, posadziłam ją sobie na kolanach i powoli odkręciłam wodę. Najpierw małym strumyczkiem, by nie wystraszyć jej szumem wody. Potem stopniowo zwiększałam strumień. Na początku bardzo się bała, jednak z każdą chwilą czuła się pewniej. Cały czas siedziała mi na kolanach, ale w pewnym momencie delikatnie ją zsunęłam, tak, że pupą wylądowała we wodzie. Nawet nie zauważyła. Szybko wrzuciłam jej plastikowe kubeczki i razem przelewałyśmy wodę, wciąż zachowując kontakt fizyczny. Parę razy jeszcze wystraszyła się i siadała mi z powrotem na kolana, jednak po chwili snów zsuwałam ją do wody. Na koniec udało mi się nawet polać wodą jej plecki i delikatnie zwilżyć włoski.
Następnego dnia zastosowałam identyczną technikę. Najpierw razem wchodziłyśmy do wanny, potem puszczałyśmy wodę i siadałyśmy. Widziałam, jak coraz bardziej przekonuje się do kąpieli. Czułam się taka dumna!
To samo trzeciego dnia, jednak wtedy w trakcie kąpieli ukradkiem wyszłam z wanny, zostawiając ją w niej samą. Czwartego, wyszłam po kilku sekundach. Potem już kąpała się sama.

Jak wygląda nasza kąpiel dzisiaj? Tak samo radośnie, jak kiedyś - zero płaczu, zero pośpiechu, jest za to uśmiech i masa dobrej zabawy. Przyznam szczerze, że dopiero wtedy zrozumiałam, że tak naprawdę tylko my możemy pomóc naszemu dziecku przełamać strach. Nie tłumacząc, prosząc i stosując "supermetody z internetu". Trzeba po prostu wziąć dziecko za rękę i razem z nim wyjść na przeciw jego lękom.

czerwca 04, 2018

Dbamy o zdrowy uśmiech już od pierwszego ząbka!

Dbamy o zdrowy uśmiech już od pierwszego ząbka!


Długo czekaliśmy na pierwszy ząbek córeczki. Nasze zniecierpliwienie sięgało zenitu,a w dodatku niektórzy znajomi, bliscy mówili nam, że jeśli ząbek nie wyjdzie przed roczkiem, to powinniśmy wybrać się z Alką do dentysty, inni sugerowali, że "może coś z nią nie tak, skoro ma 11 miesięcy a po zębach ani śladu?". Puszczaliśmy te uwagi mimo uszu, bo wiedzieliśmy, że wszystko ma swój czas i na pewno te upierdliwe zęby wkrótce się pojawią.

Czekanie wydawało nam się tym dłuższe, bo już, gdy mała skończyła 4 miesiące, zaczęła się ślinić i wpychać wszystko do buzi. Myśleliśmy "oho, idą zęby", jak ich nie było, tak nie było. Dziąsła też wydawały nam się od dawna jakieś zaczerwienione. Podczas wizyty u pediatry, gdy Ala przechodziła zapalenie ucha, lekarka zajrzała jej w buzię i powiedziała: "głowy sobie urwać nie dam, ale tutaj niedługo wyjdą ząbki". Święcie przekonani o jej racji codziennie zaglądaliśmy w ten mały pyszczek w poszukiwaniu zęba. Zakładaliśmy się z mężem, który wyjdzie jako pierwszy i kto pierwszy go znajdzie.

No i czekaliśmy dłuuugo. Podczas jednego ze szczepień zapytałam lekarkę, czy jest się czym martwić. Jej słowa mnie uspokoiły. Powiedziała:

"Spokojnie, jeszcze ma czas. A Pani pozostaje się tylko cieszyć, bo im dziecko większe, tym łatwiej będzie te ząbki czyścić. Wyobraża sobie Pani myć ząbki dziecku, które nawet nie siedzi? A tak, jak już będzie większa to będzie miała Pani ułatwione zadanie".

Od tamtego czasu przestaliśmy się martwić. Jakoś w 11 miesiącu zauważyłam dwie małe kreseczki na dolnych dziąsełkach, ale nie zaprzątałam sobie nimi głowy. Córka wtedy trochę marudziła, ale gryzaki i maść na ząbkowanie robiły dobrą robotę i jakoś dało się wytrzymać :)
Chwilę przed roczkiem zajrzałam jej do buźki i przejechałam palcem po dolnych dziąsłach. Poczułam coś twardego i szybko skoczyłam po łyżeczkę. Podając jej kaszkę delikatnie zastukałam w owe miejsce, a łyżeczka zadzwoniła. W ten sposób znalazłam pierwszy ząbek (i przy okazji wygrałam zakład z mężem, który uparcie obstawiał, że jako pierwsza wyjdzie górna jedynka).

Wtedy zaczęłam zastanawiać się, czy to już czas na zakup szczoteczki i pasty do ząbków. Poszukałam w internecie kilku informacji, którymi warto kierować się przy wyborze pasty dla maluszka. W ten sposób trafiłam na ZIAJKA, Żel dla dzieci do zębów od 1. ząbka.

Żel ma słodki, żurawinowy smak, dzięki czemu maluszek chętnie myje nim ząbki. Zawiera naturalne substancje aktywne, jak np:
  • ekstrakt z lukrecji (działa kojąco i łagodząco)
  •  ekstrakt z tymianku (ma właściwości przeciwbakteryjne i przeciwzapalne)
  •  krzemionki koloidalne (to substancje ścierające o własnościach myjąco-czyszczących)
  • prowitamina B5 czyli D-panthenol (przyspiesza gojenie, nawilża)
Skład tego żelu jest bardzo bezpieczny dla malucha, a co najważniejsze, nie zawiera on fluoru, którego nie powinno się połykać, a jak wiadomo, malec nie potrafi jeszcze wypluwać pasty. 

Do zestawu musiałam wybrać także szczoteczkę. Nie szukając długo, w drogerii Rossmann znalazłam nasz mały ideał - Szczoteczkę JORDAN StepByStep SOFT 0-2 lat.
  • miękkie włosie jest delikatne dla dziecięcych ząbków i nie podrażnia dziąsełek
  • wskaźnik pasty ułatwia w zaaplikowaniu odpowiedniej ilości pasty
  • unikalna rączka jest wygodna do trzymania przez małe rączki, a krótka szyjka i szeroki uchwyt zapobiega zbyt głębokiemu włożeniu do buzi
  • rączka zakończona jest gumowym gryzakiem, który idealnie nadaje się do masowania dziąseł
Z tym kompletem nasza córeczka pokochała mycie ząbków! Za każdym razem wyrywa nam szczoteczkę z rąk i pokazuje nam, że jest już tak duża, że sama może myć ząbki, no i przyznam szczerze, że całkiem nieźle jej to wychodzi! Jestem z niej dumna, a zarazem szczęśliwa, że dbanie o jej uśmiech nie jest dla nas wyzwaniem :) 


 

maja 26, 2018

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie czwartego miesiąca ciąży.

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie czwartego miesiąca ciąży.
Ufff... Jakoś udało nam się dotrzeć do piątego miesiąca ciąży... Obecnie 20 tydzień! Czyli, jednym słowem - jestem na półmetku. Jeszcze drugie tyle i... po wszystkim!

Czwarty miesiąc minął chyba najprzyjemniej. Mój brzuch wciąż nie przeszkadza w codziennych czynnościach (na przykład, nie strąca jeszcze szklanek ze stołu, nie szturcha ludzi w kolejce przede mną, nie utrudnia spania, no i wciąż jeszcze mogę się schylać). Z drugiej strony, trochę czekam, kiedy w końcu będę mogła wykorzystywać go jako mobilny stolik. Wierzcie mi, czasem się przydaje, choćby wtedy, gdy oglądając film, można bez problemu postawić na nim... miskę z popcornem! Wygodnie + praktycznie! Kto by się spodziewał, że ciążowy brzuch może się do czegoś przydać? :D

Czwarty miesiąc, to najwyższy czas na zakup kilku ciążowych ubrań. Świetnie sprawdzą się dżinsy ze specjalnym, elastycznym stanem, ciążowe legginsy i luźne bluzeczki. Warto także zaopatrzyć się w sukienki, które pomieszczą rosnący brzuszek.

Ładne i niedrogie ciążowe ubrania znajdziecie między innymi w:
  • BONPRIX
  • H&M
  • LIMONE - tutaj jeszcze nic nie zamawiałam, więc nie mam pojęcia jak wypadają jakościowo, ale trzeba przyznać, że ceny są nieporównywalnie niskie.
  • ZALANDO
  • C&A
  • HAPPYMUM - ceny już nieco wyższe, chociaż trzeba przyznać, że oferta jest bardzo bogata, a ubrania zachwycają różnorodnością wzorów, stylów i kolorów
Oprócz tego, dobrze jest kupić kilka zwykłych, luźniejszych T-shirtów, które posłużą także po porodzie - nie warto przesadzać i wydawać fortuny na ubrania, które służyć nam będą zaledwie kilka miesięcy.

Warto także umówić się na drugie badania prenatalne (tzw. badanie połówkowe), dzięki któremu lekarz jest w stanie stwierdzić, czy maluszek prawidłowo się rozwija.
Koniec czwartego miesiąca, to także czas, kiedy prawdopodobnie ginekolog będzie w stanie określić płeć dziecka.

My już wiemy! Ale ciii... Póki co, nic nie zdradzimy - wiedzą tylko najbliżsi, reszcie pochwalimy się, gdy tylko upewnimy się na 100%!
Jak myślicie, będzie chłopiec, czy dziewczynka? :D


Kolejnym pozytywnym aspektem na tym etapie ciąży jest... fakt, że powoli możecie odczuwać już ruchy maleństwa! Pierwsze ruchy, to chyba najbardziej wyczekiwany przez przyszłe mamy moment ciąży (oprócz porodu). Z początku są ledwo odczuwalne, mogłabym porównać je do motyli w brzuchu, szybko jednak zmieniają się w delikatne kopnięcia. Szkrab ma wciąż sporo miejsca na swoje akrobacje i chętnie to wykorzystuje. Malec waży ok. 200g i ma ok.15cm. Rośnie jak na drożdżach! W 18 tygodniu przybiera rozmiary dorodnej pomarańczy!

Pamiętajcie o odpowiedniej suplementacji - zapotrzebowanie na niektóre składniki odżywcze wzrasta o 50, a nawet o 100%, dlatego warto zażywać suplementy, które pozwolą uzupełnić niedobory.

W czwartym miesiącu może także pojawić się zgaga. By się jej pozbyć, warto przyjrzeć się swojej diecie, by wykluczyć niektóre produkty. Przede wszystkim należy wyeliminować potrawy tłuste, pikantne, ciężkostrawne, zupy i sosy w proszku, produkty zawierające proszek do pieczenia, a także słodycze, które utrudniają trawienie.
Pomocne przy tej dolegliwości okazują się także domowe sposoby:
- migdały
- woda z imbirem i łyżeczką miodu
- wypicie szklanki ciepłego, chudego mleka

Jeśli zgaga jest wyjątkowo uciążliwa, warto poradzić się swojego ginekologa, który może przepisać bezpieczne dla ciężarnych środki farmaceutyczne.

Wraz z rosnącym brzuszkiem może się pojawiać również ból pleców - szczególnie na dolnym odcinku kręgosłupa. Pamiętajcie, by unikać zbytniego wysiłku i przebywania zbyt długo w pozycji pochylonej (no, dalej ciężarówki, gonić chłopów do odkurzania i prasowania!) :) Odpoczynek ma zbawienny wpływ na samopoczucie, więc nie przemęczajcie się.

Przyznam szczerze, że (póki co) tę ciążę znoszę dużo lepiej niż poprzednią. Brzuch wydaje mi się mniejszy, waga nie leci do przodu prawie wcale od samego początku. Oprócz początkowych mdłości nie mam żadnych przykrych dolegliwości, więc... nic tylko się cieszyć! I korzystać, póki czas, bo wszystko co dobre kiedyś się kończy.



Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie szóstego miesiąca ciąży

No i kolejny miesiąc za nami. Pożegnałyśmy już szósty miesiąc, a III trymestr przywitał mnie zgagą i bólami w plecach - czyli jednym słow...

Copyright © 2016 Trzy razy A. , Blogger