stycznia 18, 2018

Jestem złą matką?!

Jestem złą matką?!

Każda z nas chce tego uniknąć. Uniknąć słów "jesteś złą matką". Staramy się jak możemy, szukamy pomocy i podpowiedzi, często jako jedno ze źródeł sięgamy po internet. Logujemy się na jakimś forum rodzicielskim i tam otwarcie możemy pytać. Modne są ostatnio także grupy na Facebooku dotyczące macierzyństwa, dzieci. Do takich grup zapisują się nie tylko młode mamy, które szukają odpowiedzi na nurtujące je pytania, ale również mamy, które czasy wychowywania malca mają już za sobą. Są tam po to, by nieść pomoc tym mniej doświadczonym mamom. Niestety, często zamiast taką pomoc udzielić, zrzucają jedynie falę hejtu, bo taka mama ma inny pogląd na wychowywanie niż ona. Zarzuca drugiej, że jest złą matką, że niedostatecznie dba o swoje dziecko.

Zastanawiam się, dlaczego niektóre mamy są aż tak okrutne w swoich osądach?

Dziwi mnie, że nawet najprostsze pytanie dotyczące choćby wyboru wózka, czy fotelika do samochodu potrafi wywołać prawdziwą burzę. Matki obrażają się wzajemnie, rzucają wyzwiskami. Natknęłam się ostatnio na jeden z takich postów. Młoda mama, pierwsze dziecko. Wstawiła zdjęcie dwóch różnych fotelików samochodowych z zapytaniem, który z nich jest lepszy, lub jaki byłby godny polecenia. Szukała czegoś w niedużej cenie, bo jak sama stwierdziła, nie jeżdżą często samochodem, a i budżet mają nieco ograniczony. Jako, że niezbyt ogarnia temat postanowiła kierować się opinią bardziej doświadczonych.

Pod tym postem, zamiast pojawiać się rzetelne informacje dotyczące pytania kobiety, pojawiły się brutalne słowa.

"Chyba głupia jesteś jeśli chcesz w tym dziecko wozić"
"Jak można oszczędzać na bezpieczeństwie dziecka?!"
"Życzę ci byś kiedyś dowiedziała się jaka jest różnica między tanim a drogim fotelikiem, tylko potem nie płacz nad rozlanym mlekiem"
"Taaa, i może jeszcze na dach se tego dzieciaka przywiąż, to tak samo jakbyś go w tym szmelcu woziła"

HALO?! MATKI?! Co z Wami? Jak można życzyć takich okropności drugiemu człowiekowi? Jak można kierować do drugiej osoby tak bolesne słowa? Jesteście mamami, jaki przykład dajecie swoim dzieciom?! Czy je też uczycie braku szacunku do drugiej osoby? A jeśli nie, to dlaczego ucząc dziecko szacunku same nie potraficie go okazać? Nie rozumiem tego, co dzieje się z tym światem... Zamiast sprawiać, że będzie lepszym miejscem życzymy innym najgorszego? Skąd bierze się taka nienawiść? 

Innym przykładem są poglądy dotyczące chodzika, rozszerzania diety a nawet ubierania dziecka. Wkładam dziecko do chodzika to od razu jestem złą matką? Zaczęłam rozszerzać dietę przed 6 miesiącem to też jestem złą matką? Gdy na spacerze rozbiorę 1,5 miesięczne dziecko na krótki rękaw podczas upału to również znaczy że jestem złą matką?

Każda z nas ma prawo podejmować samodzielne decyzje, a to, że nasze poglądy różnią się, nie czyni nikogo gorszym. Żadna matka celowo nie będzie upychać dziecka w najgorszej jakości fotelik i liczyć po cichu na wypadek! Żadna nie czeka z nadzieją na chorobę dziecka po spacerze bez czapki! Żadna! Jeśli pytamy o radę to nie po to, by skrzywdzić dziecko, a po to by o nie lepiej zadbać. 
Nie ma mamy, która byłaby nieomylna w każdej kwestii, każda stara się jak może by zapewnić dziecko jak najlepszą opiekę, ale wszystkie popełniamy błędy. Mniejsze, większe, ale jednak. 
JESTEM MAMĄ i mam swój instynkt, który pomaga mi określić kiedy i jak mam coś zrobić. Kieruję się intuicją. Jeśli mam wrażenie, że dziecku jest za ciepło, to je rozbieram. Wydaje mi się, że za zimno, to ubieram.

Jeśli ktoś pyta o radę - dajcie mu ją, ale nie potępiajcie za niewiedzę. Nie podejmujcie decyzji za kogoś, szepnijcie słowo, nakierujcie na właściwy tor, podpowiedzcie, ale nie zmuszajcie na siłę do swoich racji ;) Są sytuacje, kiedy i Wy macie wątpliwości, ale to również nie czyni Was złymi matkami. Fakt, żyjemy w dobie internetu, wszystkie informacje mamy na wyciągnięcie ręki, tylko... że nie zawsze są rzetelne i prawdomówne. Najłatwiej więc kierować się sprawdzonymi radami, doświadczeniem innych i ich odczuciami. Pomagajcie sobie, zamiast się nienawidzieć, w końcu wszystkie Was coś łączy - macierzyństwo...

stycznia 09, 2018

Oto jedna rzecz, którą musisz zrobić, by mieć idealnie grzeczne dziecko!

Oto jedna rzecz, którą musisz zrobić, by mieć idealnie grzeczne dziecko!
Photo by Ben White on unsplash.com
Cóż, z dziećmi już tak bywa, że nie zawsze są tak grzeczne, jak byśmy tego chcieli. Zazwyczaj o byciu niegrzecznym przypomina im się w najmniej odpowiednim momencie, czyli zawsze wtedy, kiedy mamy coś do roboty. Na pewno znasz to uczucie - próbujesz ugotować obiad, ale co weźmiesz ziemniaka do ręki, to dziecko płacze, krzyczy, woła. Chcesz odkurzać, ale co złapiesz za odkurzacz, to słyszysz ciągłe "ŁEEE, ŁAAA, AAAA!!!!". No i wreszcie - wchodzisz pod upragniony (a jakże) prysznic, zamykasz kabinę, puszczasz wodę i słyszysz TO. Ten krzyk, jakby świat się walił. Zastanawiasz się, czy to kolejna fanaberia dziecka, czy faktycznie coś się stało, a Ty zaraz będziesz musiała dzwonić po karetkę. Co robisz? Wyskakujesz spod tego prysznica, cała ociekająca wodą, na szybko owijasz się ręcznikiem i biegniesz na złamanie karku. Wpadasz do pokoju, i co? Malec na Twój widok przywdziewa jeden z tych swoich szyderczych uśmieszków, mówiących "I co, znów się nabrałaś?".

W takich chwilach szczęka opada, ręce też opadają i w sumie Bóg wie, co jeszcze. No porażka... Dajesz się robić w kolokwialne bambuko, bo przecież tak kochasz tego brzdąca, że nie możesz zostawić go na pastwę losu i jak płacze, to znaczy że woła. A jak woła, to znaczy, że trzeba przyjść...

Dziecko krzyczy i krzyczy, próbujesz je jakoś zająć, ale każdą zabawkę ma gdzieś. A szkoda, bo obiad sam się nie ugotuje [choć czasem mógłby, nie? ;-) ].
Nie masz wyjścia, przecież nie będzie się tak drzeć cały dzień... Podnosisz i... jak ręką odjął! Nagle malec zapomina o wszystkim co mu się nie podoba i śmieje się pełną gębą, aż mu widać te jego łyse dziąsła. Koniec. Jesteś udupiona. Będziesz dziś tak nosić cały dzień. A tylko spróbuj odłożyć! Biada Ci!

W takich chwilach marzysz tylko o jednym! O tajnym sposobie, by raz na zawsze przemienić tą małą bestię w śpiochach w cud-miód grzeczne dziecko. I jeśli chcesz, coś Ci zdradzę, wystarczy...

że przestaniesz wierzyć w takie głupoty ;) Nie da się zrobić nic, by dziecko było grzeczne. I powiem więcej! Nie ma grzecznych dzieci ;) Są tylko te bardziej spokojne i te mniej. Jeśli dziecko nie broi, znaczy, że albo chore, albo smutne, albo coś jest na rzeczy. A to, że chce na ręce? Po prostu potrzebuje bliskości! Może coś je boli? Może czegoś się boi? Może po prostu ma gorszy dzień? Jeśli broi, rozrabia i wszędzie go pełno, to znaczy tylko jedno: że wszystko z nim w porządku! 
Nie ma żadnej złotej metody, która sprawi, że dziecko będzie siedziało cicho przez cały dzień, prawie jakby go nie było. A jeśli tego właśnie chcesz, to zastanów się, jakim jesteś rodzicem, jeśli chcesz odebrać dziecku jego prawo? Bo przecież rozrabianie należy do praw dzieciństwa. 

Nieraz zdarzyło mi się tak właśnie pomyśleć. Że marzyłam wręcz, żeby ktoś zaczarował moją córkę, a ja miałabym wówczas masę czasu na sprzątanie, gotowanie, ba! znalazłabym w końcu czas na porządny make-up, czy inne przyjemności, ale chwilę później myślę sobie, że to tylko dziecko. I jeśli trzeba, to noszę przez cały dzień (choć prawdę powiedziawszy nieraz klnę w duchu i wydzwaniam do mamy, żaląc się na małą). Mimo wszystko staram się pamiętać, że dziecko, to tylko dziecko i lepiej niech ryczy i krzyczy, niż miałoby leżeć w bezruchu i patrzeć w sufit, bo to dopiero byłby powód do zmartwień.

Także pamiętaj - zdrowe dziecko, to niegrzeczne dziecko! ;-)

stycznia 05, 2018

Rola partnera przy porodzie.

Rola partnera przy porodzie.
Photo by Liv Bruce on unplash.com
Wsparcie bliskiej osoby odgrywa nieopisaną rolę - podnosi na duchu, dodaje sił i motywuje. Świadomość, że ktoś bezgranicznie w nas wierzy pomaga przenosić góry. Czujemy się raźniej, jesteśmy pewniejsi siebie.
W ciąży często możemy czuć się osamotnione - buzujące hormony nie raz na pewno oskarżają naszego partnera o brak jakiegokolwiek wsparcia. Choć pewnie facet staje na głowie, by nie dawać nam powodu do takiego stwierdzenia, możemy mieć takie odczucia. "Bo on może wyjść z kolegami na piwo, a ja znów siedzę sama...", "Bo już zapomniałam, jak smakuje moja ulubiona pizza, a on ciągle opycha się fast-foodami...","Bo znowu nie pomyślał, że źle się czułam i nakrzyczał na mnie, że zapomniałam kupić pastę do zębów...".
Chciałybyśmy, by choć na jeden dzień zdjął z nas przeszkadzający niemiłosiernie brzuch, by choć raz zobaczył jak to jest być w ciąży. I, czy chcemy czy nie, chłopina nie ma możliwości większego zaangażowania w ciążę, ani inicjacji z naszym odmiennym stanem.Momentem kiedy nasz mężczyzna może się wykazać jest poród.

Oczywiście, zaznaczam od razu, że jest to indywidualna kwestia każdej pary. Chciałam wyrazić tylko swoją opinię w tym temacie oraz opowiedzieć na co się zdecydowaliśmy i jak to wpłynęło na nasz związek.

Mąż od samego początku ciąży uznał, że nie wyobraża sobie, by mogło go ominąć tak ważne wydarzenie, jakim jest przyjście na świat jego dziecka. Bardzo zależało mu by w tym uczestniczyć i dać mi możliwie jak najwięcej wsparcia. Stwierdził, że gdyby miał siedzieć w domu i czekać, to chyba by oszalał. Chciał być obok i wiedzieć, że wszystko jest dobrze.
I bardzo mnie cieszy, że tak zadecydowaliśmy i, że w chwili porodu był przy mnie. Cały czas trzymał mnie za rękę. Błagałam go, by się to już skończyło (Haha, jakby to było zależne od niego... ale wiemy, jak poród odbiera zdrowy rozsądek...), a on spokojnym i opanowanym głosem zapewniał mnie, że jeszcze trochę, że muszę wytrzymać dla niego i naszego dziecka. Podawał mi wodę i trzymał głowę, bym mogła się napić. Cały czas powtarzał, że jest ze mnie dumny, że jestem dzielna i mam tak trzymać dalej. Nie odstępował mnie na krok, co było dla mnie ulgą, bo położne co chwilę znikały do drugiego porodu, na sali obok. Gdyby nie mąż, na pewno zaczęłabym panikować...
Trzymał się dzielnie, bo wiem, że wiele facetów nie jest w stanie znieść takiego bólu (znaczy się, patrzenia na niego). I właśnie, jeśli chodzi o ten typ mężczyzny, to w sumie lepiej, żeby go to ominęło, niż miałby jeszcze zemdleć na porodówce. Także wiedz jedno - jeśli Twój facet drży na widok igły, to lepiej go oszczędź i nie ciągnij go ze sobą na siłę, bo wówczas bardziej by Cię stresował, niż wspierał, a i dla niego samego byłoby to dużą traumą. Nie ma co ukrywać, poród to dość drastyczne wydarzenie i nie każdy jest na tyle odporny, by je obserwować.
Jest też odwrotna sytuacja, gdy facet chce być przy partnerce, ale ona woli rodzić sama. Widzę w tym ziarno logiki, bo kobieta pozostaje w swojej intymnej sferze. Jeśli czuje się skrępowana, zawstydzona, myślą, że partner miałby oglądać ją rodzącą, to poród bez jego udziału wydaje się słuszną decyzją. Przynajmniej się nie rozprasza, nie stresuje niepotrzebnie, bo samo rozwiązanie jest już niemałą dawką stresu.

Czy poród wpłynął jakoś na nasz związek? Myślę, że tak i to nawet bardzo. Czułam w mężu tyle oparcia, co nigdy przedtem. Ufałam mu bezgranicznie i to wydarzenie tylko umocniło nasz związek. Są sytuacje, gdy widoki z sali porodowej tak wpływają na mężczyznę, że długo nie może potem dojść do siebie, odsuwa się od partnerki a ich związek zaczyna się rozpadać. Właśnie dlatego decyzja, czy powinien on uczestniczyć w porodzie, czy nie powinna być naturalna, niewymuszona i podjęta przez obie połówki :-)

A jak było u Was? Wasi mężczyźni byli przy Was? Jeśli tak, to jak się spisali?

stycznia 03, 2018

Uwaga, uwaga! Canpol znów rozpieszcza! - 41 edycja Blogosfery

Uwaga, uwaga! Canpol znów rozpieszcza! - 41 edycja Blogosfery

Oczekując na wyniki poprzedniej edycji postanowiłam nie zwlekać i już teraz zgłaszam się bo Blogosfery. Spójrzcie na to cacko:


Canpol rozpoczął Nowy Rok z rozmachem i przygotował dla nas 30 takich zestawów ze sterylizatorem. Połowa z nich trafi do testerek, drugą połowę otrzymają organizatorki konkursów. 

Nie zastanawiajcie się, tylko zgłaszajcie się TUTAJ. Macie czas do 31.01.

Jeśli nie macie bloga, nic nie stoi na przeszkodzie, by go założyć. Canpol wyjaśnia, jak to zrobić, o TU.

Tym razem zgłosiłam się nie tylko do testów, ale i do organizacji konkursu! Jeśli będziecie wystarczająco mocno trzymać kciuki, to może niedługo będziecie mieć okazję, by wygrać to cudeńko w moim konkursie! 

Powodzenia, a Wy życzcie nam szczęścia!

Buziaki :-* 


grudnia 29, 2017

Wkładka domaciczna - wygodna antykoncepcja XXIw

Wkładka domaciczna - wygodna antykoncepcja XXIw

Jeszcze nie tak dawno, temat seksu należał do tematów tabu. Rodzice nie uświadamiali dzieci czym jest seks i jak właściwie się zabezpieczać. Sfera seksualności była czymś wstydliwym i często dochodziło wtedy do niechcianych ciąż. Nastolatkowie, którzy dopiero zaczynali współżycie nie wiedzieli dokładnie co i jak, ani czym jest antykoncepcja i jak zabezpieczać się przed ciążową niespodzianką, czy różnymi chorobami. Teraz jest dużo lepiej, ponieważ każdy z nas tak naprawdę jest już uświadomiony w tych kwestiach, a rodzice nie boją się już tak bardzo rozmawiać z dziećmi o seksie. W internecie można znaleźć naprawdę wiele odnośnie antykoncepcji, a metod jest naprawdę sporo - od naturalnych, przez hormonalne i chemiczne, po mechaniczne.

Do metod chemicznych należą najczęściej środki plemnikobójcze, takie jak globulki dopochwowe czy różnego rodzaju pianki i żele. Metody hormonalne to przede wszystkim tabletki, plastry, chipy, implanty lub zastrzyki. Najmniej skuteczną metodą jest metoda naturalna, zwana również kalendarzykową, gdzie oblicza się kiedy przypadają dni płodne i wówczas unika się współżycia. Ostatnią metodą, czyli metodą mechaniczną, są najpopularniejsze prezerwatywy oraz rozpowszechniające się wkładki domaciczne (tzw. spirale).

Każda z wymienionych powyżej metod ma swoje wady i zalety, ja zdecydowałam się na ostatnią - na wkładkę domaciczną. Wśród wkładek można wymienić dwie - hormonalną i miedzianą. Działają równie skutecznie, jednak ich działanie nieco się różni. Spirala hormonalna ma niewielkie stężenie hormonów, dzięki czemu nie wpływa negatywnie na organizm i działa jedynie w macicy. Omija układ trawienny, nie powodując mdłości (często spotykanych przy tabletkach antykoncepcyjnych) i hamuje rozrost błony śluzowej macicy, dzięki czemu miesiączki są znacznie mniej obfite i z czasem przekształcają się w zwykłe plamienia.

Moja wkładka to ta z dodatkiem miedzi - zagęszcza ona śluz, co sprawia, że plemnikom trudniej się przedostać do szyjki macicy. Poza tym jony miedzi mają działanie plemnikobójcze. Jedyną wadą tej metody antykoncepcji jest to, że w przeciwieństwie do spirali hormonalnych może ona nasilać miesiączki. To fakt, są dużo bardziej obfitsze, jednak ich czas znacznie się skraca. Po trzech dniach mam tylko niewielkie plamienia.

Uważam, że jest to naprawdę genialny sposób zabezpieczenia. Biorąc tabletki, trzeba pilnować, by żadnej nie pominąć, podczas wyjazdów trzeba zawsze pamiętać, by je zabrać. Można ją stosować podczas karmienia piersią, ze względu na brak jakiejkolwiek dawki hormonów we krwi.

Jak wygląda zabieg zakładania spirali?

Zabieg nie trwa długo, bo około 15-20 minut. Wykonywany jest przez lekarza, bez znieczulenia, bo nie jest ono potrzebne. Odbywa się w gabinecie lekarskim lub zabiegowym. Na początku lekarz wykonuje badanie ginekologiczne, które pozwala określić budowę macicy i jej położenie (przodozgięcie, lub tyłozgięcie). Później zakłada wziernik (taki, jak podczas pobierania wymazu do cytologii). Następnie umieszcza ją w jamie macicy przy pomocy załączonego do niej aplikatora. Po zabiegu należy przyjąć przepisany przez lekarza antybiotyk przeciwzapalny. Mimo wszystko jest to ciało obce i organizm może na nie różnie zareagować.

Czy zakładanie spirali boli?

Sam zabieg według mnie nie jest szczególnie bolesny. Wszystko zależy od tolerancji bólu kobiety, oraz od jej nastawienia. Nie mogę powiedzieć, że należy to do przyjemnych doświadczeń, ale da się wytrzymać bez znieczulenia. Podczas umieszczania wkładki w macicy czuć coś w dole brzucha. Czuć jak lekarz tam "grzebie". Nie jest to miłe uczucie, ale z pewnością nie boli. Najbardziej bolesny moment to wypchnięcie spirali z aplikatora. Czuć wtedy ukłucie, jak przy zastrzyku.

Czy czuć, że spirala jest w środku?

Nie, nic nie czuć. Czasami nawet zapominam, że ona tam jest. Nieraz tylko podczas stosunku partner może wyczuwać nitki. Jeśli się tak zdarza, należy udać się do lekarza, który sprawdzi jej położenie i ewentualnie skróci nitki. Spiralę trzeba raz na jakiś czas kontrolować. Lekarz powinien pokazać kobiecie, jak wyczuwać nitki, żeby sama po każdej miesiączce mogła sprawdzić, czy się nie przemieściła. 

Podsumowując...

Nie każda kobieta może się zdecydować na tę metodę antykoncepcji. Najlepiej skonsultować się ze swoim lekarzem, który sprawdzi, czy nie ma żadnych przeciwwskazań.
Bardzo polecam wkładkę antykoncepcyjną, głównie ze względu na wygodę i skuteczność. Nie wpływa ona na samopoczucie, nie powoduje wahań nastroju, nudności, tycia. Nie obciąża naszej wątroby ani innych organów wysoką dawką hormonów, nie wpływa negatywnie na organizm. No i jest idealna dla zapominalskich (takich jak ja). 

grudnia 27, 2017

Kolka niemowlęca - jak pomóc dziecku?

Kolka niemowlęca - jak pomóc dziecku?

Z kolką niemowlęcą mieliśmy doczynienia odkąd córka skończyła ok.4 tygodnie i zmagaliśmy się z nią do końca trzeciego miesiąca. To był trudny okres. Na szczęście udało nam się przez niego przejść. Nie zliczyłabym ile łez obie z córką wylałyśmy, ile nocy zarwałyśmy, ile kłótni wybuchało między mną a mężem. Bezradność, strach i wzajemne obwinianie udzielało się nam co wieczór. Widok purpurowej od płaczu buźki mojego dziecka, prężącego się z bólu był dla mnie nie do zniesienia. Patrząc na jej cierpienie czułam się podle, że nie mogę jej pomóc, momentalnie łzy napływały mi do oczu. Czułam się beznadziejnie bezsilna, obwiniałam się za jej cierpienie. Czasami nie mogłam znieść już jej płaczu i zamykałam się na chwilę w łazience, by ochłonąć, bo cała się trzęsłam.

Szukałam powodu kolek. Znając podłoże problemu, łatwiej byłoby mi z nim walczyć. I tak o to zaczęłam bardzo restrykcyjnie przestrzegać diety. Wyłączałam kolejne produkty, a problem nie znikał. Ataki kolki zdarzały się praktycznie codziennie, jeszcze przed wieczorną kąpielą i trwały najkrócej do godziny 22. Często przedłużały się do 24, 1 w nocy.
Wiedziałam już, że nie miało to żadnego związku z jedzeniem. Szukałam dalej. Po każdym karmieniu podnosiłam córkę do odbicia. Częściej podawałam jej odciągnięty pokarm przez butelkę antykolkową, bo podejrzewałam, że moja technika karmienia wymaga poprawy i, że dziecko przy jedzeniu połyka zbyt dużo powietrza. Dalej nic. Cała nasza trójka była wykończona.
W ciągu dnia podawałam Ali do picia herbatkę koperkową, ale i tu większej poprawy nie zauważyłam. Kropelki na dolegliwości trawienne małego brzuszka? Też nie pomagały, tylko przynosiły na chwilę ulgę.

Z dnia na dzień byłam coraz bardziej nerwowa. Kiedy mała zaczynała płakać panikowałam, bo wiedziałam, że nie będę mogła jej pomóc. Zadzwoniłam po mamę. Ona przyszła, niczym oaza spokoju podniosła Alę, zaczęła ją kołysać, uspokajać.Kazała mi przeprasować tetrową pieluchę gorącym żelazkiem i taką rozgrzaną pieluszkę kłaść na brzuszek. Córka chwilę jeszcze wierzgała nóżkami i po chwili zasypiała w ramionach swojej babci.
Myślałam "jak to możliwe?!". Ja mogłam ją nosić, przytulać i śpiewać godzinami, bez jakiegokolwiek efektu, a moja mama ledwie wzięła ją na ręce, a ta śpi... Wtedy mama powiedziała mi coś, co zawróciło moją uwagę na zupełnie inny tor.
Pamiętaj, dziecko chłonie emocje jak gąbka. Będziesz nerwowa, to i dziecku nerwy będą się udzielać.
Starałam się nieco bardziej panować nad emocjami. Kiedy tylko widziałam, że znów nadchodzi atak kolki, przygotowywałam termoforek, albo prasowałam pieluszki a córkę wkładałam w bujaczek i,  delikatnie ją kołysząc, na zmianę ogrzewałam i masowałam jej brzuszek. Cały czas powtarzałam sobie w głowie "tylko spokojnie, nie denerwuj się, bo nerwami na pewno jej nie pomożesz". I wiesz, co? Widziałam poprawę. Co prawda, kolki nie zniknęły, ale przechodziły dużo szybciej.

W końcu, po którejś wizycie u lekarza, przepisano nam syrop na kolki. Konkretnie był to DEBRIDAT w formie zawiesiny do samodzielnego przygotowania. Byłam w szoku, kiedy z dnia na dzień kolki zaczęły pojawiać się rzadziej. Najpierw co drugi, trzeci dzień, potem raz w tygodniu, aż w końcu odeszły w zapomnienie.

Jeśli chcesz pomóc dziecku w czasie kolki, to najpierw sama uspokój się, weź głęboki oddech. Pamiętaj też o atmosferze w domu. Jeśli pokłócisz się z partnerem, to dziecko wyczuje "kwas" w powietrzu i będzie jeszcze bardziej cierpiało. Wzajemne obwinianie się nie ma większego sensu, wyrzucanie sobie, że "ty mi nic nie pomagasz" też nie pomoże. Lepiej powiedzieć "zajmij się chwilę dzieckiem, ja muszę ochłonąć". I wyjdź na chwilę z pokoju, a nawet z mieszkania, odetchnij świeżym powietrzem kilka razy, powściągnij emocje i wróć z myślą, że naprawdę chcesz dziecku pomóc.

grudnia 25, 2017

Chwile pielęgnacji z Canpol Babies

Chwile pielęgnacji z Canpol Babies
Uczucia możemy okazywać dziecku na wiele sposobów. Słowa kocham cię nie są jeszcze dla dziecka zbyt wymowne, za to czułość, troska i opieka są dla niego wyraźnym dowodem naszej miłości. Noszenie, przytulanie, kołysanie są dla dziecka oznaką, że zawsze może na nas liczyć. W ten sposób zapewniamy maluszka, jak bardzo go kochamy.

Rytuał pielęgnacji ma fundamentalne znaczenie w budowaniu więzi z dzieckiem. Nasze wieczorne kąpiele pomagają Alicji się wyciszyć przed snem i rozpoczynają codzienny rytuał usypiania. Córka towarzyszy nam podczas przygotowywania kąpieli - wanienka napełniająca się wodą to dla niej prawdziwa frajda! Delikatna pachnąca pianka, pływająca kaczuszka...  Ala kocha pluskać się w wodzie :-) Aby delikatnie umyć jej ciałko świetnie sprawdza się rękawica-myjka od Canpol Babies. Nadaje się do tego idealnie, zastępując nam gąbkę (a jak powszechnie wiadomo, gąbki są siedliskiem bakterii). Taką myjkę bez obaw możemy wrzucić do pralki, przez co mamy pewność, ze zawsze jest czysta.



Po kąpieli dobrze jest zawinąć maluszka w ręczniczek. Ważne jest by był dość duży i dobrze chłonął wodę. Okrycie kąpielowe firmy Canpol Babies jest miękkie, chłonne i ciepłe. Jeden róg zakończony jest kapturkiem, którym możemy okryć główkę dziecka. Posiada również uchwyt, za który możemy powiesić go do wyschnięcia. Zaskoczyło mnie, że ręczniczek z jednej strony pokryty jest ciepłym polarkiem, dzięki temu po osuszeniu naszego bobaska możemy go otulić jak kocykiem.



Na zimowe dni warto zaopatrzyć się także w aspirator. Nigdy nie wiadomo, kiedy naszego maluszka dopadnie jakieś choróbstwo (choć miejmy nadzieję, że jednak sobie odpuści). Aspirator do noska Canpol Babies pozwoli podczas kataru delikatnie, ale skutecznie oczyścić mały nosek. Co najważniejsze, cały czas możemy kontrolować siłę ssania. Ma w zestawie dwie wymienne końcówki, dzięki czemu między użyciami nie musimy biegać, żeby szybko je umyć, tylko na spokojnie wymieniamy końcówkę i możemy dalej swobodnie z niego korzystać.


Termometr elektroniczny Canpol Babies przyda się nie tylko na okres przeziębieniowy, ale również, by kontrolować temperaturę ciała naszej pociechy np. podczas ząbkowania. Przytrzymując przycisk włączania możemy przywołać ostatni pomiar. Zakończenie pomiaru oznajmia sygnał dźwiękowy. Sam pomiar jest szybki i bezpieczny.


Podsumowując, produkty firmy Canpol bardzo dobrze się sprawdzają przy codziennej pielęgnacji naszego dziecka. 

Jestem złą matką?!

Każda z nas chce tego uniknąć. Uniknąć słów "jesteś złą matką". Staramy się jak możemy, szukamy pomocy i podpowiedzi, często ...

Copyright © 2016 Trzy razy A. , Blogger