czerwca 04, 2018

Dbamy o zdrowy uśmiech już od pierwszego ząbka!

Dbamy o zdrowy uśmiech już od pierwszego ząbka!


Długo czekaliśmy na pierwszy ząbek córeczki. Nasze zniecierpliwienie sięgało zenitu,a w dodatku niektórzy znajomi, bliscy mówili nam, że jeśli ząbek nie wyjdzie przed roczkiem, to powinniśmy wybrać się z Alką do dentysty, inni sugerowali, że "może coś z nią nie tak, skoro ma 11 miesięcy a po zębach ani śladu?". Puszczaliśmy te uwagi mimo uszu, bo wiedzieliśmy, że wszystko ma swój czas i na pewno te upierdliwe zęby wkrótce się pojawią.

Czekanie wydawało nam się tym dłuższe, bo już, gdy mała skończyła 4 miesiące, zaczęła się ślinić i wpychać wszystko do buzi. Myśleliśmy "oho, idą zęby", jak ich nie było, tak nie było. Dziąsła też wydawały nam się od dawna jakieś zaczerwienione. Podczas wizyty u pediatry, gdy Ala przechodziła zapalenie ucha, lekarka zajrzała jej w buzię i powiedziała: "głowy sobie urwać nie dam, ale tutaj niedługo wyjdą ząbki". Święcie przekonani o jej racji codziennie zaglądaliśmy w ten mały pyszczek w poszukiwaniu zęba. Zakładaliśmy się z mężem, który wyjdzie jako pierwszy i kto pierwszy go znajdzie.

No i czekaliśmy dłuuugo. Podczas jednego ze szczepień zapytałam lekarkę, czy jest się czym martwić. Jej słowa mnie uspokoiły. Powiedziała:

"Spokojnie, jeszcze ma czas. A Pani pozostaje się tylko cieszyć, bo im dziecko większe, tym łatwiej będzie te ząbki czyścić. Wyobraża sobie Pani myć ząbki dziecku, które nawet nie siedzi? A tak, jak już będzie większa to będzie miała Pani ułatwione zadanie".

Od tamtego czasu przestaliśmy się martwić. Jakoś w 11 miesiącu zauważyłam dwie małe kreseczki na dolnych dziąsełkach, ale nie zaprzątałam sobie nimi głowy. Córka wtedy trochę marudziła, ale gryzaki i maść na ząbkowanie robiły dobrą robotę i jakoś dało się wytrzymać :)
Chwilę przed roczkiem zajrzałam jej do buźki i przejechałam palcem po dolnych dziąsłach. Poczułam coś twardego i szybko skoczyłam po łyżeczkę. Podając jej kaszkę delikatnie zastukałam w owe miejsce, a łyżeczka zadzwoniła. W ten sposób znalazłam pierwszy ząbek (i przy okazji wygrałam zakład z mężem, który uparcie obstawiał, że jako pierwsza wyjdzie górna jedynka).

Wtedy zaczęłam zastanawiać się, czy to już czas na zakup szczoteczki i pasty do ząbków. Poszukałam w internecie kilku informacji, którymi warto kierować się przy wyborze pasty dla maluszka. W ten sposób trafiłam na ZIAJKA, Żel dla dzieci do zębów od 1. ząbka.

Żel ma słodki, żurawinowy smak, dzięki czemu maluszek chętnie myje nim ząbki. Zawiera naturalne substancje aktywne, jak np:
  • ekstrakt z lukrecji (działa kojąco i łagodząco)
  •  ekstrakt z tymianku (ma właściwości przeciwbakteryjne i przeciwzapalne)
  •  krzemionki koloidalne (to substancje ścierające o własnościach myjąco-czyszczących)
  • prowitamina B5 czyli D-panthenol (przyspiesza gojenie, nawilża)
Skład tego żelu jest bardzo bezpieczny dla malucha, a co najważniejsze, nie zawiera on fluoru, którego nie powinno się połykać, a jak wiadomo, malec nie potrafi jeszcze wypluwać pasty. 

Do zestawu musiałam wybrać także szczoteczkę. Nie szukając długo, w drogerii Rossmann znalazłam nasz mały ideał - Szczoteczkę JORDAN StepByStep SOFT 0-2 lat.
  • miękkie włosie jest delikatne dla dziecięcych ząbków i nie podrażnia dziąsełek
  • wskaźnik pasty ułatwia w zaaplikowaniu odpowiedniej ilości pasty
  • unikalna rączka jest wygodna do trzymania przez małe rączki, a krótka szyjka i szeroki uchwyt zapobiega zbyt głębokiemu włożeniu do buzi
  • rączka zakończona jest gumowym gryzakiem, który idealnie nadaje się do masowania dziąseł
Z tym kompletem nasza córeczka pokochała mycie ząbków! Za każdym razem wyrywa nam szczoteczkę z rąk i pokazuje nam, że jest już tak duża, że sama może myć ząbki, no i przyznam szczerze, że całkiem nieźle jej to wychodzi! Jestem z niej dumna, a zarazem szczęśliwa, że dbanie o jej uśmiech nie jest dla nas wyzwaniem :) 


 

maja 26, 2018

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie czwartego miesiąca ciąży.

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie czwartego miesiąca ciąży.
Ufff... Jakoś udało nam się dotrzeć do piątego miesiąca ciąży... Obecnie 20 tydzień! Czyli, jednym słowem - jestem na półmetku. Jeszcze drugie tyle i... po wszystkim!

Czwarty miesiąc minął chyba najprzyjemniej. Mój brzuch wciąż nie przeszkadza w codziennych czynnościach (na przykład, nie strąca jeszcze szklanek ze stołu, nie szturcha ludzi w kolejce przede mną, nie utrudnia spania, no i wciąż jeszcze mogę się schylać). Z drugiej strony, trochę czekam, kiedy w końcu będę mogła wykorzystywać go jako mobilny stolik. Wierzcie mi, czasem się przydaje, choćby wtedy, gdy oglądając film, można bez problemu postawić na nim... miskę z popcornem! Wygodnie + praktycznie! Kto by się spodziewał, że ciążowy brzuch może się do czegoś przydać? :D

Czwarty miesiąc, to najwyższy czas na zakup kilku ciążowych ubrań. Świetnie sprawdzą się dżinsy ze specjalnym, elastycznym stanem, ciążowe legginsy i luźne bluzeczki. Warto także zaopatrzyć się w sukienki, które pomieszczą rosnący brzuszek.

Ładne i niedrogie ciążowe ubrania znajdziecie między innymi w:
  • BONPRIX
  • H&M
  • LIMONE - tutaj jeszcze nic nie zamawiałam, więc nie mam pojęcia jak wypadają jakościowo, ale trzeba przyznać, że ceny są nieporównywalnie niskie.
  • ZALANDO
  • C&A
  • HAPPYMUM - ceny już nieco wyższe, chociaż trzeba przyznać, że oferta jest bardzo bogata, a ubrania zachwycają różnorodnością wzorów, stylów i kolorów
Oprócz tego, dobrze jest kupić kilka zwykłych, luźniejszych T-shirtów, które posłużą także po porodzie - nie warto przesadzać i wydawać fortuny na ubrania, które służyć nam będą zaledwie kilka miesięcy.

Warto także umówić się na drugie badania prenatalne (tzw. badanie połówkowe), dzięki któremu lekarz jest w stanie stwierdzić, czy maluszek prawidłowo się rozwija.
Koniec czwartego miesiąca, to także czas, kiedy prawdopodobnie ginekolog będzie w stanie określić płeć dziecka.

My już wiemy! Ale ciii... Póki co, nic nie zdradzimy - wiedzą tylko najbliżsi, reszcie pochwalimy się, gdy tylko upewnimy się na 100%!
Jak myślicie, będzie chłopiec, czy dziewczynka? :D


Kolejnym pozytywnym aspektem na tym etapie ciąży jest... fakt, że powoli możecie odczuwać już ruchy maleństwa! Pierwsze ruchy, to chyba najbardziej wyczekiwany przez przyszłe mamy moment ciąży (oprócz porodu). Z początku są ledwo odczuwalne, mogłabym porównać je do motyli w brzuchu, szybko jednak zmieniają się w delikatne kopnięcia. Szkrab ma wciąż sporo miejsca na swoje akrobacje i chętnie to wykorzystuje. Malec waży ok. 200g i ma ok.15cm. Rośnie jak na drożdżach! W 18 tygodniu przybiera rozmiary dorodnej pomarańczy!

Pamiętajcie o odpowiedniej suplementacji - zapotrzebowanie na niektóre składniki odżywcze wzrasta o 50, a nawet o 100%, dlatego warto zażywać suplementy, które pozwolą uzupełnić niedobory.

W czwartym miesiącu może także pojawić się zgaga. By się jej pozbyć, warto przyjrzeć się swojej diecie, by wykluczyć niektóre produkty. Przede wszystkim należy wyeliminować potrawy tłuste, pikantne, ciężkostrawne, zupy i sosy w proszku, produkty zawierające proszek do pieczenia, a także słodycze, które utrudniają trawienie.
Pomocne przy tej dolegliwości okazują się także domowe sposoby:
- migdały
- woda z imbirem i łyżeczką miodu
- wypicie szklanki ciepłego, chudego mleka

Jeśli zgaga jest wyjątkowo uciążliwa, warto poradzić się swojego ginekologa, który może przepisać bezpieczne dla ciężarnych środki farmaceutyczne.

Wraz z rosnącym brzuszkiem może się pojawiać również ból pleców - szczególnie na dolnym odcinku kręgosłupa. Pamiętajcie, by unikać zbytniego wysiłku i przebywania zbyt długo w pozycji pochylonej (no, dalej ciężarówki, gonić chłopów do odkurzania i prasowania!) :) Odpoczynek ma zbawienny wpływ na samopoczucie, więc nie przemęczajcie się.

Przyznam szczerze, że (póki co) tę ciążę znoszę dużo lepiej niż poprzednią. Brzuch wydaje mi się mniejszy, waga nie leci do przodu prawie wcale od samego początku. Oprócz początkowych mdłości nie mam żadnych przykrych dolegliwości, więc... nic tylko się cieszyć! I korzystać, póki czas, bo wszystko co dobre kiedyś się kończy.



maja 18, 2018

Tort Myszki Minnie na roczek - przepis

Tort Myszki Minnie na roczek - przepis


9 maja 2018 moja córeczka skończyła roczek! Jaka dumna jest matka, gdy jej dziecko przekroczy ten etap, gdy nadejdzie wreszcie czas na jego pierwsze urodzinki!
Każda z nas planuje wówczas, by ten dzień był dla dziecka niezapomniany (mimo, iż zapewne do następnych urodzin nie będzie już o nim pamiętało). W każdym bądź razie, chcemy jak najlepiej celebrować to wyjątkowe święto.

Ja akurat należę do osób, które rzadko coś robią :D ale jak już coś robię to daję z siebie 100%. I tak było w tym przypadku.
Ten dzień planowałam już dawno, a zwieńczeniem miał być tort, który wybrałam, jeszcze zanim Ala przyszła na świat. I nie był to tort z cukierni, a wykonany własnymi rękoma, z włożonym w niego całym moim sercem.
Tort oczywiście miał być z Myszką Minnie. Do tego miał być skromny, bez piętra bo i impreza nieduża i oczywiście dziewczęcy, z różowymi dodatkami...
Poprzeczkę postawiłam sobie jeszcze wyżej, upierając się, że pokryty ma być masą cukrową. Chciałam, by był delikatny w smaku i nie za słodki, gdyż masa cukrowa sama w sobie potrafi zasłodzić największych łasuchów na słodkości. Postawiłam więc na masę śmietanową i dżem z czarnej porzeczki.

Dopiero później, oglądając setki tortowych tutoriali dowiedziałam się, że masa cukrowa nie może dotykać się z kremem śmietanowym, bo... najzwyczajniej w świecie się rozpuści. Takim oto sposobem wyszukałam ganache czekoladowy, którym postanowiłam posmarować tort, by odizolować śmietanę od lukru plastycznego.

Ozdoby wykonałam na tydzień przed imprezą, ponieważ muszą mieć czas by stwardnieć. Korzystałam z gotowej masy cukrowej przywiezionej z Niemiec, jednak bez problemu kupicie taką masę przez internet.
Z czarnej masy wykonałam uszka. Rozwałkowałam masę na grubość. ok. 4-5mm i dużym kubkiem wykroiłam dwa koła. Od dołu odcięłam fragment "na płasko", by łatwo było umieścić ozdoby na torcie. W tym miejscu wbiłam wykałaczki, umożliwiające wbicie dekoracji w tort. Następnie wykonałam kokardę z różowej masy i ozdobiłam ją kropeczkami z białej masy.
Posiłkowałam się wskazówkami, TUTAJ.


Przepis na biszkopt znalazłam gdzieś w czeluściach internetu (zabijcie mnie, ale nie mam pojęcia gdzie, bo wszystkie przepisy lądują w specjalnym zeszycie). Jest bajecznie prosty, wyrasta na bardzo puszysty i wilgotny w środku. Żeby tort był jeszcze wyższy upiekłam dwa identyczne biszkopty w tortownicy o średnicy 24cm. Najlepiej zrobić to dzień przed składaniem tortu, by na spokojnie ostygnął.

BISZKOPT

5 jaj
3/4 szklanki cukru
1 szklanka mąki tortowej

Białka ubiłam na pianę. Gdy piana była sztywna dodawałam po trochu cukru. Później dorzucałam kolejno żółtka. Na koniec przesiałam mąkę i wymieszałam mikserem przez dosłownie kilka sekund. Ważne, by robić to jak najkrócej, by masa nie upadła. Wystarczy, że mąka się rozmiesza z resztą masy.
Dół tortownicy wyłożyłam papierem do pieczenia. Dzięki temu nie miałam problemów z wyjęciem gotowego biszkoptu. 
Piekłam przez ok.35-40min do tzw. "suchego patyczka" w tem. 180st. 
Po upieczeniu biszkoptu rozłożyłam na podłodze ręcznik i zaraz po wyciągnięciu z piekarnika zrzuciłam go z wysokości kolan płasko na podłogę. Dzięki temu biszkopt nie upadnie.

Całość powtórzyłam przy drugim biszkopcie.


Gdy biszkopt dobrze (!) przestygnie, można go przekroić na blaty. U mnie z jednego biszkoptu wyszły dwa blaty, ponieważ proporcje są na mniejszą blaszkę i wyszedł po prostu niższy. Brzegi dobrze jest nasączyć sokiem z cytryny wymieszanym z ciepłą wodą i cukrem, by nie były suche. Gdy tort jest już tak przygotowany, można się zabrać za przygotowanie kremu śmietanowego i ganache czekoladowego (u mnie o smaku białej czekolady). Proporcje do innych smaków znajdziecie TUTAJ.

GANACHE CZEKOLADOWY

600g białej czekolady
200g śmietanki kremówki (30% lub 36%)

Śmietankę podgrzałam w garnuszku. Gdy była już gorąca, wrzuciłam do niej połamane czekolady i mieszałam, aż czekolada całkowicie się rozpuściła. Ganache musi ostygnąć. Przed nakładaniem w rękaw cukierniczy warto niewielką część włożyć na trochę do lodówki, dzięki czemu nie będzie spływać. 


Następnym krokiem było przygotowanie dżemu. Najlepiej, by był to dżem z kwaśnych owoców, idealnie zrównoważy on słodki smak tortu. Wybrałam więc dżem z czarnej porzeczki. Kupiłam go w biedronce i był idealnie kwaśny (taki ze 100% owoców i bez cukru).  Przełożyłam go w miseczkę i zblendowałam, by nie było w nim kawałków owoców. Ok. 2 łyżki dżemu odłożyłam do kremu.
KREM ŚMIETANOWY

2 duże opakowania śmietany gęstej kwaśnej 18% (używałam śmietany Piątnica)
4 op. śnieżki
1 śmietan-fix

Śmietanę włożyłam do miseczki, wsypałam najpierw jedno opakowanie śnieżki, gdy wymieszałam, dodawałam kolejne. Śmietana musi mieć odpowiednią konsystencję. Ostatnie opakowanie wymieszałam ze śmietan-fixem i dodałam do śmietany. Na sam koniec wrzuciłam odłożone wcześniej 2 łyżki dżemu. 
 Krem włożyłam do lodówki na ok. 30 min.


Nadszedł czas na składanie tortu. Ganache nałożyłam do rękawa cukierniczego i nałożyłam na brzegi blatu biszkopta. Gdy brzegi były już zabezpieczone, nałożyłam cieniutką warstwę dżemu, na to rozsmarowałam krem śmietanowy i całość przykryłam drugim blatem. Dół tortu włożyłam do lodówki, by krem i ganache zesztywniały. 


Całość powtórzyłam jeszcze dwa razy i na górę położyłam blat ze spodu tortownicy, by uzyskać idealnie równą górę.Tak przygotowany tort wylądował w lodówce na ok. godzinę.
Po wyjęciu posmarowałam górę i boki ganache, starając się stworzyć jak najbardziej gładką powierzchnię i ostro zaznaczoną krawędź. Wyglądało to mniej więcej tak, jak TUTAJ, jednak ja nie odwracałam mojego tortu do góry nogami. 
Gdy skończyłam, znów włożyłam go do lodówki, tym razem na kilka godzin.

Po tym czasie rozwałkowałam masę cukrową. Oglądając filmik TUTAJ wydawało mi się to ultra proste, jednak nie dajcie się nabrać. Obkładanie tortu lukrem plastycznym doprowadziło mnie do łez, gdy nieuchronnie zaczął się drzeć i rwać... Niestety rozwałkowałam go zbyt cienko i przez to podczas naciągania powstawały dziury. 

Karciłam się w duchu, że musiałam akurat teraz testować swoje kulinarne zdolności i cierpliwość (mocno już nadwyrężoną), jednak koniec końców udało mi się większość "bubli" zatuszować - z resztek masy w kolorze czarnym wycięłam głowę Myszki Mickey i napis.
Może i tort nie był tak idealny, jak się tego spodziewałam, niestety, ale poziom trudności wykonania takiego tortu znacznie przekracza moje umiejętności, ale mimo wszystko, byłam z siebie dumna.
Całość prezentowała się tak:



kwietnia 19, 2018

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie trzeciego miesiąca ciąży.

Z Dziennika Ciężarnej - Podsumowanie trzeciego miesiąca ciąży.

Rany Boskie! Jak to możliwe? No po prostu szok! Dopiero z niecierpliwością wyczekiwałam pierwszej wizyty u ginekologa a tu już zaczyna się czwarty miesiąc! 14 tydzień! Drugi trymestr!

Na szczęście, najgorsze już za mną (a może wciąż przede mną?) Mdłości odeszły w zapomnienie, a ja nareszcie czuje się sobą. Znów mogę normalnie jeść bez obaw, ze będę zdychać po każdym posiłku. Oprócz chęci do życia, wróciły mi tez chęci do innych rzeczy (z czego najbardziej cieszy się mąż :D).

Ogólnie rzecz biorąc - staram się korzystać z życia ile się da, póki nie przemieniłam się w wielką, toczącą się kulę :) Mam nadzieję, że przeobrażenie w słonia nastąpi jak najpóźniej, bo moje plecy i tak wystarczająco nadwyrężają się przy noszeniu 10-cio kilogramowej dupci Alicji...

Brzucha jeszcze nie widać (w każdym bądź razie jest nie większy niż przed ciążą) - a ja się cieszę, bo już lada chwila, a wyrośnie mi z przodu piłka lekarska pokaźnych rozmiarów, skutecznie uniemożliwiająca zawiązanie sznurówek. Jak na razie waga stoi w miejscu i od samego początku nie ulega zmianie.
Huśtawka emocjonalna, która powodują buzujące we mnie hormony, jest dodatkowo wpędzana w ruch przez Alcię, która czasem (wiem, że nieświadomie, ale jednak) doprowadza mnie do szewskiej pasji, niejednokrotnie kończącej się zaciekami po tuszu do rzęs na czerwonej od wściekłości twarzy.

Zaczęło się również zgadywanie płci małego osobnika zamieszkującego moją macicę. Może powinnam zacząć przyjmować zakłady? No, więc ile obstawiacie na dziewczynkę? Ja stawiam va banque ;)

Około 11-13 tygodnia ciąży, wykonywane są badania prenatalne, które pozwalają wykrycie wad rozwojowych u malca. Lekarz sprawdza dokładnie poszczególne organy i części ciała dziecka, dzięki czemu upewnia się, że dziecko prawidłowo się rozwija.

Do tego czasu ciężarna powinna mieć wykonane przynajmniej raz badania krwi i moczu, najlepiej, gdy te badania wykonywane są co około 4-5 tygodni.

No dobra, a co u maluszka z brzuszka? Już Wam opowiadam!
Wiecie, że już w 14. tygodniu na główce dziecka pojawiają się pierwsze włoski, a także rosną brwi i meszek zwany lanugo?
Bąbel jest teraz mniej więcej wielkości pomarańczy, ma ok. 9cm i może ważyć nawet 50g! Ciałko dziecka powoli nabiera właściwych proporcji i głowa coraz mniej dominuje nad reszta ciała. Dziecko umie już otwierać i zamykać usta a także wykonywać ruchy przypominające połykanie i ssanie.
Bobas jest wrażliwy na dotyk - silniejszy ucisk może sprawić, że zacznie się poruszać. Całe szczęście w pęcherzu płodowym ma wciąż sporo miejsca i swobody. Już wkrótce jego fikołki zaczną być odczuwalne!

To zaskakujące, jak dziecko szybko się rozwija! Pomyśleć, że jeszcze chwilę temu było wielkości ziarenka grochu. Niedawno myśl o ciąży dopiero kiełkowała w mojej głowie, a za 6 tygodni będę na półmetku!
Później, gdy wpadnę w wyprawkowe szaleństwo, czas będzie biegł jeszcze szybciej, tym bardziej, że czeka nas aktywny czas - kolejna przeprowadzka, remont i urządzanie mieszkania - pewnie znów będę rozcierać brzuchem farbę na ścianie  przygotowując kącik dla bobaska. A będzie pole do popisu... ;) na pewno, gdy skończymy pojawi się specjalny wpis o przestrzeni dla dzidziusia.
Oczywiście Alcia nie zostanie pominięta, o nie! Już powoli planuję jej królestwo, tatko również się stara - Alucha dostanie od niego ręcznie robioną huśtawkę :) Ale spokojnie, tym wszystkim pochwalę się już niedługo!
Buziaki dla Was :* Bye!

kwietnia 10, 2018

Szczęśliwą być... - Czyli nowy wymiar szczęścia po ślubie i po porodzie.

Szczęśliwą być... - Czyli nowy wymiar szczęścia po ślubie i po porodzie.
Photo by Wes Hicks on unsplash.com

Szczęście kobiety... niejedno ma imię. Na każdym etapie życia uszczęśliwia nas coś innego. W dzieciństwie będzie to wymarzona zabawka, albo taki sam plecak jaki ma koleżanka. Szczęście dla dziecka przynoszą rzeczy, które je otaczają - to, czym się ono interesuje. W tym czasie zaczyna się kształtować jego system wartości i potrzeb. Pojawiają się pierwsze marzenia - najpierw te przyziemne, jak nowa lalka, czy inny drobiazg. Później pojawiają się marzenia dotyczące przyszłości - dziewczynka marzy by być piosenkarka tak, jak chłopiec, że kiedyś będzie strażakiem. Będą się one zmieniać na przestrzeni lat, ewoluować wraz ze zmianą środowiska, otoczenia.

Później dziecko dojrzewa. Nastolatki nie uszczęśliwia już żadna zabawka, bo z nich wyrosła. Nie interesują jej już lalki, misie i klocki. Teraz nadchodzi czas na pierwsze zauroczenie, próbę podkreślenia swojego wizerunku. Kolejny raz kształtuje się piramida wartości i diametralnie zmienia się w porównaniu do wartości z dzieciństwa. Teraz szczęście daje jej nowy, drogi ciuch, którego będą jej zazdrościły koleżanki. Uszczęśliwi ją krąg przyjaciół z którymi będzie plotkowała na przerwach. Uszczęśliwi ją spojrzenie chłopaka, który podoba jej się od początku roku szkolnego, a który nie zwraca na nią uwagi. Wieczorami, leżąc w łóżku, wyobraża sobie, jak mogłaby się potoczyć ich pierwsza rozmowa, kiedy przypadkiem wpadliby na siebie na szkolnym korytarzu. Później jej to przechodzi, pojawiają się kolejni, dla których jej serce zabije szybciej, ale są to krótkotrwałe zauroczenia, które wkrótce przeobrażą się w poważne zakochanie.

Kolejnym etapem ewolucji szczęścia jest szkoła średnia. Teraz dziewczyna zapewne poznaje swoją pierwszą miłość. Ten chłopak ją uszczęśliwia i nic innego do szczęścia jej nie potrzeba. No, może z wyjątkiem większego kieszonkowego, przecież potrzebuje teraz kosmetyków, bo zaczęła podkreślać swoją urodę, by czuć się w jego oczach piękną i wyjątkową.
On zdaje się ideałem - zabiera ją do kina, prawi komplementy. Największym spełnieniem jest spędzona z nim każda wolna chwila. I wtedy ona czuje że jest gotowa na pierwszy raz. Potem czuje się inaczej - dojrzalej. Ma wrażenie, że poznała największy sekret dorosłych i jest szczęśliwa jak nigdy dotąd. Wie już, że go kocha, a cóż może być większym szczęściem niż miłość?

Ten związek albo przetrwa, albo nie, a nawet jeśli nie, to każdy inny i tak na pewnym etapie czeka zmiana. Teraz, gdy skończyła szkołę średnią, przygotowuje się do pójścia na studia. Na studiach czeka tylko na weekend, żeby wyskoczyć na imprezę, odetchnąć od nauki. Szczęście da jej dzień wolny od nauki, bo już czasami ma dość słuchania wykładów. Myśli o tym, by wreszcie spotkać się ze znajomymi, wypić sobie, zabalować.

Po studiach (lub pomijając studia, od razu po szkole średniej) idzie do pracy. Pewnego dnia on zaprasza ją na randkę. Oświadcza się jej, ona się zgadza. Zaczynają planować skromne wesele, wspólne mieszkanie. Nie wiedzą, że wszystko się zmieni. Ona zachodzi w ciążę i jest przeszczęśliwa, bo wszystko układa się tak jak sobie zaplanowała.
Pierwsze miesiące wspólnego mieszkania wyglądają sielankowo. Wciąż raz na jakiś czas mają randkę, choć częściej randki odbywają się w domu - kolacja przy świecach, romantyczna komedia. Teraz na pierwszym miejscu jest dziecko, którego wbrew zapewnieniom wszystkich członków rodziny nie ma komu podrzucić, żeby chociaż wyskoczyć do kina. W sumie to nawet się nie chce, bo brakuje czasu na sen i zmęczenie bierze górę. Mimo to jest szczęśliwa, że ma kochającego męża, wymarzone dziecko, wspólne mieszkanie, które wciąż urządzają.

Szczęście zmieniło się z dużych rzeczy, wielkich pragnień o domu z ogródkiem czy nowym samochodzie, w radość z pełnej pieluchy dziecka, bo już martwiła się o brzuszek maluszka. Teraz bardziej cieszy się, gdy mąż zamiast bukietu ze stu róż przyniesie jej nową patelnię, bo tamta już była zniszczona, a ciągle brakowało kasy, by kupić nową.
Wciąż lubi kupić sobie ubranie czy kosmetyki, ale jakoś tak bardziej uszczęśliwia ją nowy dywan, który tak pięknie wygląda teraz w salonie. A jak już jedzie na zakupy to i tak więcej ubrań kupi dla dziecka, niż dla siebie, bo nie mogła się oprzeć tym słodkim bodziakom...

Po prostu zmieniły się jej potrzeby. Jej hierarchia wartości jest teraz ukształtowana tak, że przede wszystkim patrzy na dobro dziecka, męża a dopiero potem na swoje. Wyrzeka się często swoich potrzeb na rzecz ukochanych osób. Czasem wieczorem, gdy bierze prysznic zapłacze cichutko, uroni kilka łez, żałując, że nie może mieć więcej dla siebie, ale czuje dumę, że jej dziecko ma wszystko, czego potrzebuje i wygląda na szczęśliwe. Teraz jego szczęście jest ważniejsze. To jego szczęście najbardziej ją uszczęśliwia.

kwietnia 05, 2018

Pierwszy konkurs w historii bloga - POKAŻ NAM DŻUNGLĘ W SWOIM DOMU.

Pierwszy konkurs w historii bloga - POKAŻ NAM DŻUNGLĘ W SWOIM DOMU.
Kochani moi!
Strasznie się cieszę, że zostaliśmy wytypowani do organizacji konkursu :) Sponsorem nagrody jest Canpol Babies, a wygrać możecie piękną matę edukacyjną "Dżungla".



Zadanie konkursowe jest łatwe i myślę, że całkiem przyjemne, a brzmi ono następująco:

W dowolny sposób pokaż nam, że życie z dziećmi przypomina czasem dżunglę - dziką i nieokiełznaną, oraz napisz w kilku słowach do jakich zwierząt rodem z dżungli możesz porównać poszczególnych członków rodziny i uzasadnij, dlaczego.

Zgłoszenia możecie wysłać dwa razy - jedno na e-mail 3razya.blog@gmail.com, drugie pod postem konkursowym na Facebooku, ale UWAGA! muszą być to dwie rożne prace.
Format pracy dowolny - może być to zdjęcie, kolaż, praca plastyczna, lub wierszyk, czy opowiadanie - niech poniesie Was wyobraźnia!

Jeśli chcecie brać udział na Facebooku, proszę o udostępnienie grafiki konkursowej oraz polubienie strony Organizatora i Sponsora :) (nie jest to obowiązkowy warunek)

Konkurs trwa od 05.04.2018 do 25.04.2018 do godziny 24:00. Zgłoszenia wysyłane po upływie tego terminu nie będą brane pod uwagę.

W ciągu trzech dni razem z mężem, jako Jury, wybierzemy jedną pracę konkursową, która skradnie nasze serca. Wyniki zostaną ogłoszone tutaj i na Facebooku, tak by nikt ich nie przegapił. Po wytypowaniu zwycięzcy, wygrany ma trzy dni na przesłanie danych (imię, nazwisko, adres na który ma być dostarczona nagroda, telefon), w przeciwnym razie, po upływie tego czasu wybierzemy innego zwycięzcę. Dane możecie wysłać na e-mail lub w wiadomości prywatnej na Fanpage strony :)

Szczegółowy regulamin jest TUTAJ. Przeczytajcie go dokładnie, ponieważ zapoznanie się z nim i jego zaakceptowanie jest jednym z warunków uczestnictwa w konkursie.

Zgłoszenia, które zostaną przesłane na adres e-mail zostaną umieszczone TUTAJ.


Uwaga!!! WYNIKI KONKURSU:

Nasze serca skradła praca Arkadiusza Wantuch.

Głowie się i głowie, i pomysł już mam,
Wszak w świecie dżungli od lat trwam,
Pośród niej czuję się jak małpa szalona,

Do wchłaniania bananów tu stworzona.

Jestem rodzynkiem, na lwa porzucenie,
Wszak spełniam wciąż dziecka marzenie,
Które chce bawić się w dżungle w domu,
A wejść do tego świata nie wolno nikomu.

Każdy w swoim domu, czuje się jak w zoo,
Kiedy to na każdym kroku wrzaski czy zło,
I ja się tak czuje, bo żona, córka i rodzina,
Każdy z nich o coś się wciąż tu dopomina !

Istna dżungla ! U hu ha ha ! Małpa czeka,
Przed czyhającymi zwierzętami nie ucieka,
Wszak skakać potrafię i groźny też bywam,
A uroki takiego świata czasami odkrywam.

Moja córka, tyle pomysłów w głowie ma,
Że wszystkie zwierzęta z dżungli już zna,
Chciałaby być jak słoń, trąbę długą mieć,
A czasem jak ptak, co kraka, leć... no, leć !

Bywa i jak kot, który wszędzie się wpycha,
Każde z jej wcieleń, radość na wierz spycha,
Bo to jest zabawa, która nas tak pochłania,
Taka mała istota stworzona jest do kochania.

Moja żona to istna lwica, jestem stracony,
Na każdym kroku za brak zaufania karcony,
Bo małpa taka jest, że wszystko już zabiera,
A lwica ? Broni swych maleństw, czas zbiera.

Są też dziadkowie, oni to z innej jednak bajki,
Babcia i dziadek, przynależą do papug szajki,
Wszystko powtarzają, czasem mam ich dość,
Lecz nie wypada wyprosić, bo to czasem gość.

W domu jak w dżungli, każdy zwierze ukrywa,
A podczas zabawy, atuty dominacji zdobywa,
Lecz to jednak nasza córka, zabawę wygrywa,
Bo najwięcej zwierząt w sobie wciąż odkrywa !

Jest jak słoń... stanowczo swoje kroki stawia,
Długim nosem- trąbą wciąż tak się zabawia,
I nie przeszkadza jej to, że to ogon pluszaka,
Bo to forma zabawy dla niej, najlepsza taka.

Jest jak kot, nawet do kartonu wciąż wchodzi,
Zwinnie i szybko, swoim miejscem tak dowodzi,
Lecz to tylko dziecko, które zabawy potrzebuje,
A nasze kolejne dziecko ? Spokojem emanuje !

Już za niespełna miesiąc na świecie się pojawi,
Maluszek kochany, co jak miś koala się objawi,
Będzie tylko leżał, i cycusia swojego tak wcinał,
I tak jak koala o bambus, on o niego dopominał !

P.S Dżungla się powiększa, dom nam się zmienia,
A prawdziwa zabawa tylko nielicznych docenia,
U nas tak już jest, że każdy cechy takie posiada,
I swoim stadem zwierząt na każdym kroku włada.


Niebanalne rymy, dużo dżunglowych opisów... Ta praca ma wszystko, czego oczekiwaliśmy :)

GRATULACJE! :) 

marca 27, 2018

Garść mitów zwiazanych z ciążą, macierzyństwem i dzieckiem. Część 1.

Garść mitów zwiazanych z ciążą, macierzyństwem i dzieckiem. Część 1.

To, jak naprawdę jest być matką, lub ojcem wiedzą tylko Ci którzy mają dziecko. Mimo to, często w tym temacie udzielają się osoby, które nie mają pojęcia, z czym wiąże się macierzyństwo, czy ojcostwo. Stworzyli oni pewnego rodzaju mity, które rozpowszechniają i ślą dalej w świat, niejednokrotnie zniechęcając potencjalnych rodziców do stworzenia nowego życia.
Najczęściej jest to jakaś bezdzietna znajoma, która wpada z niezapowiedzianą wizytą, w dodatku w najmniej spodziewanym momencie i... wysnuwa pochopne wnioski. Ale nie zawsze, często są to też staroświeckie zabobony powtarzane z pokolenia na pokolenie, które tak się przyjęły, ze niektóre mamy nawet do dziś w nie wierzą...


Będąc matką nie będziesz miała już nawet chwili dla siebie.
 
Najczęściej powtarzany tekst: "Nie chcę mieć jeszcze dziecka, bo nie chcę być do końca życia uwiązana jak pies do budy"
Może i po części prawdą jest, że przez pierwsze tygodnie po porodzie nie będziesz mogła wyskoczyć na imprezę, jednak gwarantuję, że wcale nie będziesz o tym wtedy myśleć. Dziecko tak Cię pochłonie, że imprezy, znajomi i cała reszta świata zejdzie na chwilę na dalszy plan. Dopiero z czasem, gdy malec wypracuje już swój rytm dnia zaczniesz powoli odradzać się towarzysko. Nauczysz się rozumieć potrzeby maluszka i zauważysz, kiedy zasypia na dłuższą drzemkę, którą możesz wykorzystać na ugotowanie obiadu, czy posprzątanie, a kiedy zdrzemnie się krócej, a Ty będziesz mogła wreszcie bez obaw wskoczyć pod prysznic, zrobić sobie maseczkę, czy manicure.
Wieczorne wyjścia też nie są kłopotem, nawet jeśli karmisz piersią. Nie widzę problemu, by odciągnąć pokarm, a dziecko zostawić z tatą, w końcu i on powinien się wykazywać :) Wymówki typu "mój facet nigdy nie zostanie sam z dzieckiem" są dla mnie nieuzasadnione - jest rodzicem, tak samo jak Ty i w takiej samej mierze ponosi odpowiedzialność za tego małego człowieka, a to, że z nim zostanie przez godzinę, czy dwie na pewno nie będzie dla niego krzywdą, czy karą. Wystarczy, że wytłumaczysz mu co i jak, a na pewno sobie poradzi. Jeśli naprawdę nie chce zajmować się dzieckiem, to zastanów się... Czy aby na pewno jest to dobry materiał na ojca?

 
Karmienie piersią jest uciążliwe i niewygodne. 

 Bzdura totalna! Moim zdaniem nie ma nic wygodniejszego od karmienia piersią. Wyobraź sobie: W nocy po ciemku wstajesz z łóżka i idziesz do dziecka, bierzesz je i... karmisz nawet z zamkniętymi oczami! Tymczasem karmiąc mlekiem modyfikowanym musisz iść do kuchni, zapalić światło, podgrzać wodę, odmierzyć odpowiednią ilość mleka i wody, przygotować mleko (podczas gdy maluszek wierci się lub płacze) i dopiero wtedy możesz mu podać gotową mieszankę. Tylko jeszcze przedtem sprawdź, czy nie jest za ciepła!
Drugi przykład: Idziesz na dłuższy spacer, korzystając z pięknej pogody chcesz spędzić poza domem większość dnia. Karmiąc piersią bierzesz ze sobą jedynie najpotrzebniejsze rzeczy, typu pampersy, chusteczki, kocyk. Gdy malec zgłodnieje, bez przeszkód możesz znaleźć zaciszne miejsce, np. w parku. Wyjmujesz dziecko w wózka, siadasz na ławce i przystawiasz dziecko do piersi zakrywając się pieluszką. Na początku trochę mnie to krępowało, jednak nikt nawet nie zwracał na mnie uwagi, bo robiłam to dyskretnie, a nie (za przeproszeniem) wywalałam cyca na wierzch. Pomagają w tym ubrania i bielizna przeznaczona specjalnie do karmienia. Później karmiłam już wszędzie i nie miałam z tym żadnego problemu.
A teraz: ta sama sytuacja, tylko karmisz mlekiem modyfikowanym. Co musisz wziąć ze sobą? Wodę, kilka butelek, odpowiednią ilość mleka... Gdy dziecko chce jeść znów musisz przygotowywać mieszankę...
No i najlepsze: karmiąc piersią jesteś przyklejona do dziecka. Większej głupoty nie słyszałam... Nawet karmiąc piersią można bez problemu wyrwać się gdzieś bez dziecka. Wystarczy odciągać pokarm, przechowywać go w lodówce, lub mrozić. Jeśli nazbierasz odpowiednią ilość, to bez najmniejszego problemu możesz wyjść nawet na cały dzień, a Twój pokarm malcowi poda ktokolwiek inny, np. partner lub Twoja mama. 
Czy naprawdę wydaje się to kłopotliwe i uciążliwe? Moim zdaniem nie ma większej wygody niż karmienie piersią!


"O matko, nie jedz tego! Co ty, zapomniałaś, że karmisz piersią?!" 

Dieta matki karmiącej stała się powszechna - mówią o niej położne, matki, babki i niektórzy lekarze, a prawdą jest, że... coś takiego nie istnieje! Nie ma żadnej magicznej diety :) Sama się o tym przekonałam. Faktem jest, że szczególnie na początku karmienia piersią trzeba przyjrzeć się swoim nawykom żywieniowym, by wykluczyć wszelkie potencjalne alergeny, które (jak wiadomo) przenikają do krwi matki, a kobiecy pokarm wytwarza się z krwi. Właśnie! Z KRWI, nie z treści żołądka :) Dlatego po zjedzeniu np. truskawek dziecko może dostać wysypki - bo alergeny przenikają do krwi, czyli znajdują się potem w pokarmie. Ze swojej diety najlepiej wykluczyć również fast-foody, które nie mają zbyt wiele wartości odżywczych, a te przydają się po porodzie, bo dziecko spija wraz z pokarmem większość naszych witamin, więc warto je uzupełniać, by nie dopuścić do niedoborów w naszym organizmie.
No dobra, skąd więc te kolki, zapytasz? Moja droga, kolki biorą się najczęściej z trzech powodów - pierwszy, to nieprawidłowa technika karmienia piersią. Jeśli dziecko źle zassie pierś, będzie połykać powietrze, co sprzyja nagromadzeniu się pęcherzyków powietrza w jego jelitach, a wtedy o kolki nietrudno.
Drugim powodem jest to, że brzuszek dziecka wciąż się rozwija i dopiero uczy się, jak trawić. Wciąż nie jest jeszcze zbyt sprawny, więc często nie radzi sobie tak dobrze, jak brzuch dorosłego. 
Ostatni powód to stres - dziecko może mieć kolki na tle nerwowym. Przypomnijcie sobie, ile razy Wam zdarzyło się mieć wzdęcia ze stresu? U dziecka jest tak samo, mały brzuszek może nie poradzić sobie z dużą ilością nerwów i zareagować właśnie wzdęciami i kolkami.


"Wyśpisz się, kiedy Twoje dziecko zaśnie"
 
Mówię z góry - jeśli Tobie udawało się spać wtedy, kiedy Twoje dziecko też spało, to gratuluję i podziwiam. Ja przez niecałe 11 miesięcy od porodu zdrzemnęłam się tylko 3 razy w ciągu dnia - i moja córka wtedy wcale nie spała.
Nie wyobrażam sobie, bym marnotrawiła czas w ciągu dnia na sen, w dodatku wtedy, kiedy moje dziecko zasnęło - w tym czasie wolałam zawsze zrobić coś bardziej, lub mniej pożytecznego - obiad, sprzątanie, czy choćby zadbać trochę o siebie. Wolałam położyć się wcześniej spać wieczorem, niż tracić dzień na spanie. Dłużej pospać mogłam natomiast w weekend, kiedy to mąż przejmował nocne i poranne wstawanie do małej. Dawało mi to energii na cały tydzień i wtedy wstawanie w nocy po kilka razy nie wydawało się już takie straszne :)
 

Nie wolno przyzwyczajać dziecka do...
 
Noszenia, kołysania, przytulenia, spania z Wami w łóżku i do natychmiastowego reagowania na jego płacz. Tak, tak, najlepiej nie dotykać, brać na ręce tylko do karmienia, a kiedy płacze to najlepiej wyjść z pokoju i udać że Cię nie ma... Nie wiem, kto to wymyślił, ale byłoby mi żal własnego dziecka, gdybym nie reagowała na jego potrzeby! Czy Ty też nie masz czasem takiej cholernej ochoty wtulić się w ciepłe ramiona Twojego faceta? Ot tak, dla samej bliskości? Dziecko też tego potrzebuje, tak najzwyczajniej w świecie być blisko Ciebie i czuć Twój zapach... Jak można nie okazywać uczuć własnemu dziecku? A jak najlepiej je okazywać? Nosząc, kołysząc, przytulając i pozwalając mu zasypiać obok.. Przyzwyczajałam, i co? Ala ma 11 miesięcy, nie muszę jej całymi dniami nosić, zasypia bez kołysania, po prostu odkładam ją i śpi, w dodatku od pół roku śpi w swoim pokoju, w swoim własnym łóżeczku i nie miałam żadnych problemów z odzwyczajaniem :) Po prostu na początku malec potrzebuje naszej obecności, jak najbliżej a z czasem i tak z tego wyrośnie - prędzej, czy później, bo nie będziesz go nosić do 6 r.ż. :) Gwarantuję, że jak zacznie chodzić, to nieco się "usamodzielni".




Dbamy o zdrowy uśmiech już od pierwszego ząbka!

Długo czekaliśmy na pierwszy ząbek córeczki. Nasze zniecierpliwienie sięgało zenitu,a w dodatku niektórzy znajomi, bliscy mówili nam, że...

Copyright © 2016 Trzy razy A. , Blogger